Często pytano mnie kim chciałbym być. Miałem wtedy dość odpowiedzi typu “nie wiem” lub mniej cenzuralnych. Przypomniałem sobie reportaż, który widziałem w jakimś programie telewizyjnym o ludziach Hollywoodu. Jego bohaterem był Don LaFontaine, zwany “The Voice”, czasem nawet the Voice of God. Facet, który zarabiał na życie czytając i jak się później dowiedziałem, również pisząc, teksty do niezliczonych trailerów filmowych i zapowiedzi. Od tamtego czasu odpowiedź była zawsze taka sama, chciałbym mieć taki zawód jak “Głos”.
Przed chwilą dotarła do mnie informacja, że Don LaFontaine nie żyje.
Mój ulubiony klip z udziałem Dona i kolegów po fachu.
Nie tak dawno poświęciłem duża część niedzielnego popołudnia na przerzucanie wikipedii, tytuby i innych serwisów w poszukiwaniu informacji, anegdot czy trailerów. To było bardzo miłe i inspirujące zajęcie. W dużym stopniu mój szacunek wobec talentu i pracy tych ludzi zaszczepił we mnie marzenie — nagranie audiobooka. I za to spełnienie również dziękuję.
[']Podobno podobne wpisy:



















