Nadchodzi premiera idiotyczna, dlatego ma szansę na kultowość w moich stronach, to film „Asterix na Olimpiadzie“.
Olimpiada — idiotyczne stwierdzenie, wiadomo, ale tym lepiej, że nie zbezczeszczą Igrzysk;) tak jak np. robi się to dziś. Poprzednia część o podróży do Egiptu była bardzo miła. Bardzo-bardzo.
Nie pisałbym o tym oczywiście, gdyby nie jakiś ciekawszy fakt. Otóż w tytułowej roli nie zobaczymy już Christiana Claviera. „Największej europejskiej superprodukcji“ nie stać na aktora, który grał m.in. w kilku częściach przekretyńskiej (i generalnie nudnej) komedii z cyklu „Goście, goście“? A może ma po prostu ciekawsze propozycje, a może jest chory? Najważniejsze, że zdrowy jest Żerard Depardiu, który jest praktycznie w każdym filmie fhancuskim wypuszczonym na kulturowy podbój kosmosu. Monsieur Gerard, jawi mi się, pewnie z resztą niesłusznie, kimś kto w kinie francuskim, lub światowym kinie z żabojadami w tle, pełni rolę Henryka Bisty lub choć Leona Niemczyka. Po prostu nie ma możliwości obejrzeć filmu bez niego…
Niemniej jednak liczę, że film choć w cząstce będzie przypominał bardziej część drugą, niż pierwszą, ekranizacji tego poczytnego i zawsze jaskrawo kolorowanego komiksu.
Ave ja! :D •
PS Panu Christianowi życzę stu lat zdrowia!






Odzewy ze świata