Dziś nad ranem czasu polskiego zakończył się trzeci mecz finałów amerykańsko-kanadyjskiej zawodowej ligi koszykówki, zwanej w języku planetarnym National Basketball Association. Oglądałem, a jakże, praktycznie z reporterskiego obowiązku — nie lubię San Antonio, a Cleveland to wieśniaki :D Kibicuję konferencji zachodniej (prawie jak zwykle) i jestem przeciw pomysłom tych, którzy uważają, że ilość meczy jest z góry ukartowana :> Dla mnie Spurs powinni roznieść Kawalerów w czterech meczach i po ptokach. Choć obstawiałem pięć i z tego sie nie wycofuję [bo nie mogę, hehe].
Koszykówka, którą prezentują oba zespoły ma u mnie wielki plus — superzorganizowana, osaczająca obrona [oba teamy] i nieegoistyczna gra w ataku [głównie San Antonio, bo to co wyprawiał dziś Waerżao to był zgon (:D> ]. Podanie zawsze jest pierwszą opcją. Później „kozieł“, a na końcu rzut. Tak więc — „to the basket“ :D
Z ogłoszeniem jakiejś fikuśnej nagrody indywidualnej przyznawanej przeze mnie wstrzymam się do oficjalnego zakończenia zmagań. Kolejne kultowe słowo.
Podsumujmy:
- amerykańsko-kanadyjskiej — od razu brzmi jak jakaś imperialna zabawka
- z reporterskiego obowiązku — zasłyszane w telewizji, albo przeczytane w prasie, nadużywane przez bardzo mądrych panów redaktorów
- ukartowana — charakterystyczny wyraz dla ludzi, którzy w powojennej Polsce bali się nazywać rzeczy złe dosadnie;)
- po ptokach — drastyczne określenie zmuszające do zakrywania dłońmi części wrażliwych, bardzo obrazowe, lubiane
- kozieł — tak mówił Pan Profesor Stefan, Trener Pierwsza Klasa :]
- zmagań — swoiste słowo-wytrych, gdy wyczerpywały się „mecze“, „spotkania“, „zawody“ — pozostawały właśnie z.
Zakończmy zatem ten sezon w NBA optymistycznie — niech zwycięża sport, telewizja i przemysł farmaceutyczny :D ●






Odzewy ze świata