Miałem o sporcie nie pisać, bo gdybym zaczął to pewnie byłoby o zapomnianych enbiejowcach, siatkarkach, o F1, o piłkarzach futbolistowych, o „ludziach z siłowni“ etc. etc. A przecież nie jest to blog monotematyczny, czyli taki co potencjalnie ma większe szanse na sukces;)
Jednak nie moge się opanować i piszę, choć do końca może nie jest to o sporcie. Jest to o człowieku niepasującym do modelu Polaka maluczkiego.To Artur Boruc, człowiek nie bojący sie prawdy, spokojny, rzeczowy. Jedyny profesjonalista w naszej reprezentacji, jedyny wojownik, który zna drogę swojego rozwoju, także tego duchowego. Może kilku innych by się jeszcze znalazło, ale pozostają oni ukryci za ścianą idiotycznych marketingowych gadek niepopartych jakimikolwiek argumentami w postaci czynów. I są to koledzy z drużyny, trenerzy, komentatorzy codzinnie żyjący z tej nędzy. W dostatku. Bo łatwo sprzedać podstawowe namiętności.
Piłka nożna jest sprawiedliwa, nagradza tych którzy potrafią, a nie tych którzy bardzo by chcieli. Nasz, mój bramkarz, potrafi powiedzieć juz po raz kolejny, to czego inni boją sie pomyśleć i swym zadufaniu nazwać. Podobnie racjonalnie zachował się po meczu z naszymi przyjaciółmi wszechczasów, Niemcami. Dziękuje Panie Arturze — dzięki Panu wczorajsze siedzenie przed telewizorem miało sens, tak ze sportowego, jak i z emocjonalnego punktu widzenia.
|
Więcej o Euro raczej nie napiszę. Kibicuję grze jako takiej, życzę miłego odbioru.






Odzewy ze świata