Zaloguj się Registration
Przejdź do treści

Czytelniku drogi!

Jedna z moich ulu­bio­nych wizji przy­szłości za jeden z pod­sta­wo­wych punktów przy­jęła sobie powszechny anal­fa­be­tyzm. Nie ten rozu­miany dziś jako prze­no­śnia w zasto­so­waniu do pew­nych grup zawo­do­wych czy sub­kultur, lecz ten rozu­miany dosłownie. Ludzie nie muszą znać liter – za komu­ni­kację odpo­wiada wszech­obecny przekaz dźwię­kowy i obraz­kowy. Po co sto­sować opis, skoro można go zastąpić dosko­nałą ani­macją i nar­racją lek­tora? Brzmi zna­jomo? Oto świat, gdzie umie­jęt­ność czy­tania i pisania jest domeną elity spo­łecznej. Plebs ma wyłącznie chleb i igrzyska.

Staramy się oczy­wi­ście zapo­biec tej strasznej przy­szłości – posy­łamy dzieci do szkół, dotu­jemy z naszych podatków zerowy (?) VAT na książki itd. Machina cywi­li­za­cyjna działa jednak nie­ubła­ganie. Narasta szum infor­ma­cyjny, namna­żają się upier­dli­wości, czas się kurczy. Zaczynamy rezy­gnować z czyn­ności, które wydają nam się nie­po­trzebne. Często w pierw­szej kolej­ności wyrok pada na czy­tanie. Ja rów­nież padłem ofiarą tego zja­wiska, a że molem książ­kowym nigdy nie byłem, pozo­stało mi się pod­pierać w naj­lep­szym wypadku czte­ro­cy­frową liczbą prze­czy­ta­nych rocznie stron.

Jednak wiel­kimi kro­kami nad­chodzi szansa na poprawę tego stanu rzeczy. To lite­ra­tura, którą możesz zawsze mieć przy sobie, lite­ra­tura która spełnia cywi­li­za­cyjne wymogi kryjąc się w cze­lu­ściach pamięci twojej komórki lub mobil­nego czyt­nika, to poten­cjalnie cała biblio­teka wiel­kości papie­ro­śnicy. To coś więcej niż e-książkowy pe-de-ef, to [fan­fary!] mo-book — pana­ceum na tępy wyraz twarzy o poranku w tram­waju, czy nudę w pocze­kal­niach. Link do strony pojawia się nie­przy­pad­kowo. To wła­śnie dzia­łal­ność Niżej Podpisanego przy­czy­niła się do mojego “oświe­cenia”. Ja spró­buję skromnie wspomóc jego szla­chetną ini­cja­tywę opi­sując moż­li­wości czy­tania mo-booków na urzą­dzeniu typu smart­phone z sys­temem Windows Mobile.

Właściwie opiszę jedną możliwość.

[Bardzo dzię­kuję wszystkim, którzy klik­nęli “czytaj dalej”. Streszczam się jak mogę, walczę ze sobą, ale ciągle wstępy wychodzą odstrę­cza­jące i przydługie.]

Wymieńmy zatem jeszcze raz warunki począt­kowe, które musi spełnić mobookożerca:

  • posia­danie umie­jęt­ności czytania,
  • dobry wzrok lub skłon­ność do nie­oszczę­dzania wzroku,
  • telefon komór­kowy z sys­temem ope­ra­cyjnym (w moim wypadku smart­phone HTC S 710 z sys­temem Windows Mobile, ale może być oczy­wi­ście rów­nież Symbian OS, popu­larny ostatnio w krę­gach władzy Blackberry, czy popu­larny “nie u nas” Palm OS),
  • pro­gram Mobipocket Reader w wersji odpowiedniej,
  • zaku­piony za pie­niądze (auć!*) lub dar­mowy mo-book.

Oto jak przed­stawia się to w prak­tyce. Pomijam pro­ce­durę insta­lacji pro­gramu i inne pod­sta­wowe czyn­ności znane użyt­kow­nikom smartphone’ów. Wszystkie zrzuty ekra­nowe są w roz­dziel­czości ory­gi­nalnej 320 × 240, jednak trzeba przy ich ocenie wziąć pod uwagę, że fizycznie plamka wyświe­tlacza tele­fonu jest mniejsza, zatem cały obraz musimy sobie wyobrazić o 25% mniejszy niż poka­zany tutaj. Zapewniam jednak, że wciąż równie czytelny.

Pierwsza duża ikona od lewej, zazna­czona brą­zowym tłem to wła­śnie Mobipocket Reader.

Odpalamy. Pojawia się ekran z dostęp­nymi w “biblio­tece” pozy­cjami. Biblioteka to katalog ebooks, który pro­gram utwo­rzył auto­ma­tycznie w pamięci urzą­dzenia. Niestety nie można zmienić jego loka­li­zacji, toteż wszystkie nasze mo-booki musimy zgrać tutaj.

Oczywiście możemy odpalać pliki z dowolnej loka­li­zacji docie­rając tam Eksploratorem czy Total Commanderem, ale nie będą one widoczne na liście startowej.

Na liście widzimy stan­dar­dową mini-instrukcję, a także pierwszą polską książkę na iPhone’a, czyli “Hasło nie­po­prawne” autor­stwa, jak można się było spo­dziewać, Mistrza Niżeja, którą ścią­gnąłem z ser­wisu Feedbooks.com i za zgodą Autora wyko­rzy­stałem do zade­mon­stro­wania wyglądu programu.

Musimy pamiętać, że mobook to coś innego niż pdf i bliżej mu do pliku html (kon­kret­niej xml). Dzięki temu nie­za­leżnie od roz­miaru wyświe­tla­nego obrazu słowa wleją się w utwo­rzony ad hoc obszar do czy­tania, będziemy mogli ope­rować wiel­ko­ścią fontu, kolo­rami etc. Mobipocket obsłu­guje różné for­maty plików, ale gene­ralnie wybie­ramy zawsze pliki .mobi lub prze­zna­czone dla czyt­nika Kindle.

Wybieramy “Hasło” z listy w biblio­tece. Ukazuje się tekst (i to w miejscu gdzie ostatnio prze­rwa­liśmy czy­tanie, to zna­ko­mita funkcja) oraz “pasek postępu” poka­zu­jący, w którym miejscu całości się znaj­du­jemy i na której dokładnie stronie. Teraz korzy­stając z przy­cisku nawi­ga­cyj­nego prze­łą­czamy strony, jak w książce. Żadnego wykań­cza­ją­cego oczy scro­lo­wania nie stwier­dzono. Ponowne klik­nięcie w przy­cisk nawi­ga­cyjny prze­nosi nas w tryb peł­nego ekranu – zawsze kilka linii więcej.

Skrótowo o opcjach, nie za dużo, bo i tak prawie wszyscy posnęli, a ja sam nie jestem do końca pewien czy napiszę prawdę. Library – skok do “ekranu powi­tal­nego”, Annotiations – zarzą­dzanie zakład­kami i adno­ta­cjami, Navigate – przej­ście do kon­kretnej strony lub początku doku­mentu, Add book­mark, Find, Exit – raczej tra­dy­cyjne zna­czenie tych poleceń ;). Display – szybki dostęp do trybów wyświe­tlania, Text Size – tu zmniej­szamy i zwięk­szamy czcionkę, ale małymi kro­kami. Dla bar­dziej rady­kal­nych posu­nięć musimy udać się do Options. Tu znowu mnó­stwo moż­li­wości – naj­cie­kawsze to te doty­czące wyglądu (czyli Fonts, Colors, Display), z kolei Buttons poprawi ergo­nomię obsługi usta­wiając skrót do wybranej funkcji. W Library (znowu?!) wybie­rzemy rodzaje plików do wyświe­tlania. Jeśli coś prze­mil­czałem, to znaczy, że zro­biłem to celowo.

Pamiętajmy, że Mobipocket Reader jest pomy­ślany do współ­pracy ze swoim więk­szym bratem na PC, stąd mnó­stwo opcji fil­tro­wania listy książek, two­rzenia innych list itd. Do wła­snego zgłę­biania. Nie wyklu­czone, że sam się za to zabiorę, gdy stanie się dostęp­nych więcej pozycji z mojego obszaru językowego.

Na koniec [uff!] przy­kład wyglądu strony ful­l­screen bez paska postępu i strona tekstu z marginesami.

Wszystkich zain­te­re­so­wa­nych tą wielce obie­cu­jącą tema­tyką zachęcam do odwie­dzenia bloga Tego, który ukuł termin “mo-book”, a tema­tyką sprzę­tową i stan­dar­dami for­matów cho­ciażby do bloga Poradnik Internauty (trzeba trochę poszperać, blox może… hmmm, przytłoczyć :).

A dla­czego “Czytelniku drogi”? Czyż plików .mobi nie czyta się w drodze?

Nie odchodźcie! Jeszcze mam galerię tema­tyczną dopo­stową, którą prezentuję.

———————————–
*) auć – bo nie chodzi tylko o pie­niądze, rynek na razie mizer­niutki…
[defi­ni­tywny koniec posta]•


Krótki link do tego wpisu: http://ymk.in/mobook
  • http://sainti.pl/ Sainti

    Fajny opis, ale ja nie mogę się prze­konać do Mobipocketa. Jestem zbyt leniwy, żeby kon­wer­tować setki e-booków w róż­nych for­ma­tach ze swo­jego zbioru. Też używam WM (tyle że z doty­kowym ekranem) i naj­bar­dziej do gustu przy­padł mi Alreader. Na małym ekranie prze­czy­tałem już masę książek i bardzo sobie ten sposób chwalę. Nie trzeba targać kilo­gramów papieru, można czytać w każdym miejscu, nawet po ciemku (moja ulu­biona pora, to w łóżku, na dobranoc, przed zaśnię­ciem ;) ). Do tego jeśli coś nas zain­te­re­suje, wystarczy po prostu dodać nową zakładkę, lub sko­piować cytat.

  • Pingback: 4 sposoby, jak zamienić telefon w czytnik książek | Password Incorrect

  • Pingback: 4 sposoby, jak zamienić telefon w czytnik książek

Odzewy ze świata

Losowe wpisy

Subskrybcja//syndykacja

Najświeższe wpisy z Ainunau.net prosto do Twojego czyt­nika RSS.
RSS jest głupi? Skorzystaj z alter­natyw:
uaktualnienia na mail@marciooFacebook PageiGoogle