Nieuchronnie nadchodzi czas przełomu. Na pewno w moim postrzeganiu sztuki telewizyjnej. Siły wyższe w postaci władców rynku medialnego wyraźnie chcą mi to zasugerować. Bo czyż możliwy jest zbieg okoliczności, by w krótkim czasie opublikowano w formie DVD najważniejsze seriale obyczajowe jakie obejrzałem do tej pory w życiu?

Wydawnictwo „Amer-Com” z Poznania dokonało rzeczy niezwykłej i z dawna oczekiwanej – podjęło decyzję o wydaniu na dyskach niedostępnej w Polsce pozycji kultowej. I nie takiej tam „kultowej”, jak np. najnowsze produkcje TVP. Darzonej kultem prawdziwym, stworzycielkę zjawisk popkulturowych i ruchów społecznych. Po prostu „Przystanek Alaska”.
Na 55 płytach ma znaleźć się 110 odcinków serialu o mieszkańcach Cicely i jednym nie-do-końca-ewoluującym snobie z Wielkiego Jabłka. Całość w świetnej jakości, opatrzona solidną książeczką, w której zamieszczone fotosy od razu zdradzą budżet pierwszego sezonu… Płyty mają kosztować 10zł za sztukę. Cierpliwie kompletować, oglądać, cieszyć się i półki odkurzać.
Ale jakby tego było mało dziś na przystanku, ale tym razem tramwajowym, przywitał mnie z plakatu Tony z kolegami, czyli weseli chłopcy z New Jersey o korzeniach sięgających kraju w kształcie charakterystycznego buta.
Tę pozycję ma wydawać „Gazeta Wyborcza”, co piątek – nie znam szczegółów, ale liczę, że edytorsko i cenowo będzie to atrakcyjna pozycja – wszak zestawy z całymi sezonami serialu zalegają w sklepach.
Przyszło mi na myśl, że to dobra okazja do zamknięcia kolejnej epoki w dziejach telewizji. Epoki kina rozrywkowego, które chce sięgnąć głębiej biorąc na warsztat troszkę egzotyczną codzienność, która jest pewną przecież metaforą naszych własnych scenografii. Bo czy można się utożsamiać z wyizolowanymi wyspami pełnymi tajemnic, brawurowymi ucieczkami z więzienia albo rozsianą po kuli ziemskiej gromadą arcyludzkich nadludzi?






Odzewy ze świata