Niedawno odezwał się do mnie kolega, któremu nadałem okropny pseudonim — Glut, ale to tylko dlatego, że ciągle powtarzał, że prawdziwego imienia nie wyjawia się nikomu. Jest duży, silny i maluje się, ale jest facetem, oczywiście wygląda na takiego. Zajmuje się kilowaniem monsterów, łazi po całym terenie i macha tym swoim toporem, jak szpadlem. Nie musi się specjalnie starać — wystarczy, że użyje koncentracji — i ekipa harda i liczniejsza rozpuszcza się po jakimś czasie na glebie, a on czasami tylko wypije trochę oranżadki w buteleczce.
Specjalizuje się w obronie, chodzi z tarczą i bodyguardem roztaczającym nie tylko przykry zapach najemnika, ale również i aurę wzmacniającą szczelność rzeczy martwych i niedostępność żywych.
Ostatnio, wczoraj, spotkaliśmy się w mieście Kurast, kiedyś rojnym, dziś opustoszałym i przetrzebionym przez fanatyków i zaklętą zwierzynę, teraz nawet piwa tam nie uświadczysz… Wczoraj Glut bawił się w kanalarza — tym razem przezwisko okazało się prorocze. Wyjaśniam, że nie zna się on na hydraulice jakoś specjalnie bardziej, ale zwyczajnie musiał pozbyć się kilku natarczywych kościeji i zombiaków zatruwających miejską wodę. Przy okazji znalazł jakieś zmumifikowane, prawie wciąż żywe serce, książkę w obcym języku i troszkę złota. Lubie z nim chodzić. Kiedyś ma zamiar zostać Wielkim Mistrzem Defensywy. Bardzo mnie interesuje czy mu sie to uda.
Glut the Barbarian
Krótki link do tego wpisu:
http://ymk.in/glut






Odzewy ze świata