Chciałbyś nakręcić swój ulubiony film, jeszcze raz, nie dysponując wielkim budżetem, ani odpowiednimi prawami autorskimi? Albo zostać choć maleńką, twórczą cząsteczką takiego przedsięwzięcia? Jeśli jesteś miłośnikiem Bardzo Odległej Galaktyki i rycerzy Jedi masz właśnie okazję. Powstał projekt Star Wars Uncut. Tym razem nie jest to inicjatywa wujka George’a.
Serwis jaki jest każdy widzi. Logując się dostajemy możliwość wyboru 15-sekundowej sceny oryginalnego filmu, której własną wersję musimy wyprodukować w ciągu 30 dni. Technika dowolna, jakość także, słowem twórczość społecznościowa. Istnieją oczywiście pewne warunki jakie musi spełnić filmik, ale nie są to jakieś wygórowane żądania. Po szczegóły odsyłam na stronę macierzystą projektu.
Mnie zdecydowanie bardziej interesuje to czego na pierwszy rzut oka nie widać. Jak do tego doszło, kto za tym stoi, jakie ma cele i co może stać się przeszkodą na drodze do pięknego finału, jakim ma być wydanie DVD z nową Nową Nadzieją (2.0?). Spróbuję zatem ułożyć układ równań spiskowych.
Równanie Pierwsze – Geneza
Kilka miesięcy temu przez kanały przetoczyła się krótka opowiastka streszczająca Sagę Skywalkerów. Amerykanka Amanda, która filmów nigdy w całości nie obejrzała, “chciała jednak powiedzieć kilka słów na ich temat”. Nagrał to jej kolega, okrasił atrakcyjnymi obrazkami i wrzucił do sieci. Za pośrednictwem vimeo.com obejrzano klip ponad milion razy — był śmieszny i sprawnie zrealizowany. Ten niespotykany poziom oglądalności nie uszedł zapewne uwadze pracowników.
Vimeo.com to znakomity serwis udostępniający pliki wideo. Pionierzy algorytmów kompresji, które pozwalały na znakomitą jakość obrazu, również jedni z pierwszych, którzy wprowadzili możliwość publikowania filmów w high definition (HD). Polityka firmy od początku była jasna – promowanie wyłącznie oryginalnych produkcji, żadnych zgranych z telewizora programów i reklam, “teledysków”, czy empetrójek z fotkami wykonawców. O dziwo, przyniosło to efekty — twórcy ceniący jakość swojego przekazu tutaj publikowali utwory, wielkie YouTube traktując czasami (choć nie zawsze) jedynie jako uzupełnienie. Dzięki temu Vimeo jest dziś często postrzegane jako serwis numer dwa na świecie w swojej kategorii, przynajmniej dla użytkowników szukających czegoś nowego i inspirującego, a nie tylko sensacyjek w stylu wiązanki Durczoka.
Za serwisem Star Wars Uncut stoi właśnie vimeo.com. To ich serwerowa infrastruktura i, zaryzykuję, myśl biznesowa napędza tę inicjatywę.
Równanie drugie – Figurant
Twarzą SWuncut jest pracownik vimeo.com, Casey Pugh. Przedsięwzięcie oficjalnie jest jego dzieckiem. Casey sam rzecz wymyślił i napisał kod, subtelnie podkreślając jak sprawnie mu to poszło, dzięki skorzystaniu z API swojego pracodawcy. Spryciarze :).
W udzielonym wywiadzie Casey stwierdził, że “Gwiezdne Wojny” to prawdopodobnie najbardziej znany film świata, przynajmniej w określonej grupie docelowej. Dlatego wydał się naturalnym wyborem na start. Właśnie, otóż to! Chodzi o to, żeby zachęcić ludzi do przerabiania, nie tylko tego, ale i różnych filmów. Każdy dziś ma kamerę, a jeśli za słabą, to jest dobra okazja do upgrade’u. Każdy ma też neta. Mowa oczywiście o rynkach rozwiniętych, technologicznie i mentalnie, gdzie nie będzie powszechnego pukania się w czoło. Iście narodowy plan powszechnego “przekręcania” klasycznych filmów, przy cichym wsparciu producentów sprzętu.
Autor nie mógł oczywiście zignorować kwestii praw autorskich. “Gospodarz strony” wziął na siebie obowiązek negocjacji i podobno jest po słowie z LucasFilm Ltd. Firma reprezentująca interesy George’a Lucasa jest przychylna projektowi i prawdopodobnie udostępni oryginalną ścieżkę dźwiękową dla potrzeb przyszłego filmu. Zauważmy, że nie ma słowa o tym, że to flirt między dwiema firmami – jedną potężną i drugą z szansami na przyszłą potęgę. Dla zmyłki wstawiono na stronie link umożliwiający udzielenie finansowego wsparcia. Aż chce się powiedzieć, że przecież na biednych nie trafiło.
Równanie trzecie – Łosie
Ekhm, społeczność. Dlaczego tak brzydko napisałem? Bo sądzę, iż serwis SWuncut nie jest skierowany do gwiezdnowojennych ultrasów i wyznawców “religii” Jedi. Ci produkują od lat własne filmy, od kilkuminutowych do pełnometrażowych produkcji. Wiele z tych obrazków przepełnionych jest wprawdzie bełkotem o mocy, kalkami fabularnymi: a to o Wybrańcu, a to nieślubnej siostrze, a to o przepełnieniu gniewem, czy sztampowymi pojedynkami. Fanfilmy są jednak zazwyczaj wyposażone w dobrej jakości domowe efekty specjalne. Sądzę, że Duality czy Ryan vs. Dorkman powinien znać każdy kto lubi Star Wars — są wprawdzie nienowe, ale podchodzą do tematu z przymrużeniem oka.
To wszystko pokazuje jak wielki jest tryumf LucasFilmu, który swoją “sieć społecznościową” zaczął tworzyć już w 1977 roku. Oparta jest ona na fizycznych działaniach – chodzeniu do kina, spotkaniach na konwentach, kupowaniu legionów zabawek i morza wydawnictw. Flirt z vimeo.com mógłby być kolejnym ciekawym projektem rozszerzającym obecność Imperium George’a Lucasa w sieci.
Rozwiązanie — “We’ve got Death Star!”
SWuncut to piękny przykład przemyślanego działania rynkowego. W dodatku z klasą i nienachalnego. Należy życzyć autorom przedsięwzięcia samych sukcesów, wszak finansowy tort ciągle jest w fazie dzielenia.
Osobiście mam mieszane uczucia co do pomysłu. Z jednej strony różnorodność form i technik wykonania filmów stanowi atrakcję samą w sobie, a często pastiszowe podejście do Star Wars jest przeze mnie jak najbardziej pożądane. Ale nie wiem, czy ktoś będzie w stanie przetrzymać film złożony z ponad 450 wycinków scen, z których każda jest inna, a jedynym spoiwem będzie soundtrack. Powstanie gigantyczny wideoklip, migocący przed oczami i zachęcający po kilkunastu fragmentach do włączenia klasycznej wersji. Oto próbka-zwiastun.
http://www.vimeo.com/6788001Pamiętajmy, że trzeba będzie za to zapłacić by pokryć artystyczne “straty” Lucasa.
A może właśnie o to chodzi vimeowcom? O wejście na niesamowicie lukratywny rynek transmisji filmów pełnometrażowych, a przy tym zachowanie w pełni charakteru swojej marki – pionierskiej, ponadprzeciętnej jakościowo, miejsca cool?
Niezależnie od powyższego, arcyciekawym byłoby zobaczyć “Rejs” lub “Misia” w interpretacji fanów. Jednak nasz rynek jest zbyt mały na przyjęcie z klasą mikrobloga, a co dopiero tak zakręconego projektu.●
Podobno podobne wpisy:



















