Subskrybcja//syndykacja

Najświeższe wpisy z Ainunau.net prosto do Twojego czytnika RSS.
RSS jest głupi? Skorzystaj z alternatyw:
uaktualnienia na mail@marciooFacebook PageiGoogle

Halo ludzie!

  • Blogoid odżywa w nowym miejscu, choć na szczęście, pod starym ardesem. Wszystkich dotychczasowych zarejestrowanych użytkowników, których personaliów nie udało mi się odtworzyć, serdecznie przepraszam i proszę o powtórną rejestrację.
  • Zrezygnowałem z dedykowanej usługi Facebook Connect. Przekazuję autoryzację przez sieci społecznościowe w zawiadowanie systemowi Disqus. Odpowiednie przyciski przy formularzu komentarzy.

Życzę przyjemnego odbioru.

Zaloguj się

Homofob

smyk Do napisania tego posta nie wystarczy mi głowa i place. Potrzebny mi jest jeszcze notatnik, w którym zapiszę sobie oryginalny tytuł wydawnictwa muzycznego, które stało się zarzewiem poniższej opowiastki moralno-bezsensowno-filozoficznej. Tytuł albumu brzmi: „Með suð í eyrum við spilum endalaust”, co przezorny marketingowiec z wytwórni płyt opatrzył dopiskiem w języku zrozumiałym przeciętnemu europejczykowi o treści „z szumem w uszach gramy bez końca”. A deklaracja ta pada z ust grupy Sigur Rós.

Muzyków jest czterech, a pochodzą oni z Islandii, a ta jest w ostatnich latach skarbnicą postrockowych brzmień. Nasi bohaterowie uchodzą za najwybitniejszych przedstawicieli islandzkiej fali. Ich utwory splatają elektronikę, instrumenty smyczkowe, androgyniczne wokalizy w bardzo prywatne i emocjonalne dźwięki. Czasem wyrażające tęsknoty, ból, czasem pochwałę życia. Najczęściej jednak wyrażające nie wiadomo co, bowiem autor, proponuje nam własny język. Dosłownie — wymyślony na potrzeby artystyczne język. Cała „niejasność” przekazu dodatkowo podkreśla swobodę odczuć i interpretacji, o co przecież w odbiorze sztuki w dużym stopniu chodzi. Muzyka ta dzięki temu może być odczytywana na różne sposoby, choć nie jest to łatwe. Z mojej perspektywy te wszystkie cechy sytuują Sigur Rós gdzieś w bliskości zespołów wytwórni 4AD podlanych sosem pozytywnych doświadczeń Radiohead. Zatem coś zupełnie innego. Takie były moje myśli przed prawie czterema laty, gdy natknąłem się sigurowców po raz pierwszy.

golasy

Poprzednia płyta grupy, „Takk…”, wprowadziła do repertuaru więcej rocka i piosenek w tradycyjnym tego słowa brzmieniu, o wyraźnej kompozycji, nierozwlekłych. Przyszło mi na myśl, że po raz pierwszy zespół sprawdza swoje umiejętności w produkowaniu materiału dla szerszego grona odbiorców. Przypominało mi to trochę historię Metalliki i jej „czarnego albumu”, udanego, a jednak wyznaczającego nowy kurs, niekoniecznie pożądany przez wielbicieli. Grupa Sigur Rós poszła po tym względem w podobnym kierunku, a obecny album, nagrany ze znanym podobno producentem, zdaje się to potwierdzać. Dostajemy zatem w części pierwszej optymistyczne i wesolutkie utwory („jeszcze bardziej optymistyczne”), w części drugiej stonowane sennymi lub pompatycznymi mini-suitami. We wszystkim brakuje błysku i magii, jakiej doświadczać mogłem dotychczas. Nuda! Strona graficzna również mnie nie przekonuje, odpowiada za nią uznany fotograf naturystów na tle natury, pan Ryan McGinley. Taka jakby prześwietlona okładka świeci głównie męskimi pośladkami. W podobnej stylistyce utrzymano wideo do pierwszego singla „Gobbledigook”, choć tutaj jest już trochę więcej harcerek-ekshibicjonistek. Ciekawe, „przełomowe”, ale mnie pozostawiło obojętnym. Jestem w słowach surowy, ale przecież to ciągle Sigur Rós, lider nowego grania. Po prostu spodziewałem się po nich czegoś innego, wyprawy do neverlandu, ale cóż… oni postanowili dorosnąć. Słuchaczom życzę więcej wyrozumiałości. Niech będą dwie gwiazdki.

szkoda

Prawdopodobnie już nikt do tego miejsca z czytających nie dotrwał, z przyjemnością zatem przejdę, do prywatnych wynurzeń, które powinny wyjaśnić tytuł postu. Ano, dlaczegóż „Homofob”? Od kilku miesięcy homoseksualizm frontmana grupy nie jest już dla mnie tajemnicą. Dla wielu osób, którym prezentowałem te utwory, pewnie nigdy nie był. Wzorem podłych nastolatków mówili, że to jest „so gay”. Ja oczywiście gotów byłem bronić każdego dźwięku, że nie ma płci, że jest po prostu piękny, że sztuka tak wyrafinowana tego typu ramom się wymyka. Ale okazało się, że jednak jest coś na rzeczy, że pewna wrażliwość powiązana jest z seksualnością. Wrażenie to zostało pogłębione także przez wizualną stronę wydawnictwa. Całość odbieram jako delikatny manifest. No i niech będzie, trudno. Jestem przekonany, że gdyby jednak płyta była lepsza, to nie przypisałbym sobie homofobicznych skłonności, po prostu słuchałbym jej „namiętnie”.

Sigur Rós
Með suð í eyrum við spilum endalaust

2008
Gobbledigook | Inní mér syngur vitleysingur | Gódan daginn | Vid spilum endalaust | Festival | Med sud í eyrum | Ára bátur | Íllgresi | Fljótavík | Straumnes | All AlrightPodobno podobne wpisy:

Rozpropaguj:
  • email
  • PDF
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar
  • Tumblr
dodajdo
blog comments powered by Disqus

Krótki link do tej strony

Ostatnio na blogu

Dziennik 365, 5.9.10
Rok temu rozpocząłem pewien eksperyment fotograficzno-życiowy — dziś po raz ostatni wykonałem i opublikowałem zdjęcie na fotoblogu tworzonym według zasad projektów 365-dniowych. Podstawowe założenie brzmiało: weź aparat, zrób codziennie jedno...

Pył jeszcze nie opadł, 19.4.10
Niesamowity miesiąc. Tak, to trochę obrazoburcze wyrażenie, ale ten kwiecień jest niesamowity. Poza tragediami zdarzają się wspaniałe i radosne przeżycia. Żyję w ciekawych czasach: podróże, katastrofy, manifestacja sił natury, rycerze...

W kraju i na świecie — Liternictwo drogowe, część 4, 16.3.10
Dokończmy i dobijmy temat. Cały cykl nie powstałby, gdyby moją jedyną motywacją było dokopanie jakiemuś urzędasowi z Poznania. Po prostu los zrządził, że poznańskie “pomysły” zbiegły się z kilkoma publikacjami...

Cywilizacja w przededniu kryzysu, 13.3.10
Za pół roku, czyli całkiem niebawem, wesołe duszki przyniosą pode drzwi grę Civilization V. Tradycyjnie z tej okazji, stopniowo, przedostają się do publicznego obiegu zajawki, zapowiedzi, tizery i trejlery...

Tabliczki uliczne — Liternictwo drogowe, część 3, 24.2.10
Zgodnie z zapowiedzią powracam do Poznania. Jesienią pojawiły się w centrum miasta nowe tabliczki z nazwami ulic. Oczywiście, jak się zapewne domyślacie, tutaj także zastosowano krój drogowskazowy, brawa za konsekwencję...