Zaloguj się Registration
Przejdź do treści

Homofob

smykDo napi­sania tego posta nie wystarczy mi głowa i place. Potrzebny mi jest jeszcze notatnik, w którym zapiszę sobie ory­gi­nalny tytuł wydaw­nictwa muzycz­nego, które stało się zarze­wiem poniż­szej opo­wiastki moralno-bezsensowno-filozoficznej. Tytuł albumu brzmi: „Með suð í eyrum við spilum enda­laust“, co prze­zorny mar­ke­tin­go­wiec z wytwórni płyt opa­trzył dopi­skiem w języku zro­zu­miałym prze­cięt­nemu euro­pej­czy­kowi o treści „z szumem w uszach gramy bez końca“. A dekla­racja ta pada z ust grupy Sigur Rós.

Muzyków jest czte­rech, a pochodzą oni z Islandii, a ta jest w ostat­nich latach skarb­nicą postroc­ko­wych brzmień. Nasi boha­te­rowie uchodzą za naj­wy­bit­niej­szych przed­sta­wi­cieli islandz­kiej fali. Ich utwory spla­tają elek­tro­nikę, instru­menty smycz­kowe, andro­gy­niczne woka­lizy w bardzo pry­watne i emo­cjo­nalne dźwięki. Czasem wyra­ża­jące tęsk­noty, ból, czasem pochwałę życia. Najczęściej jednak wyra­ża­jące nie wia­domo co, bowiem autor, pro­po­nuje nam własny język. Dosłownie — wymy­ślony na potrzeby arty­styczne język. Cała „nie­ja­sność“ prze­kazu dodat­kowo pod­kreśla swo­bodę odczuć i inter­pre­tacji, o co prze­cież w odbiorze sztuki w dużym stopniu chodzi. Muzyka ta dzięki temu może być odczy­ty­wana na różné spo­soby, choć nie jest to łatwe. Z mojej per­spek­tywy te wszystkie cechy sytuują Sigur Rós gdzieś w bli­skości zespołów wytwórni 4AD pod­la­nych sosem pozy­tyw­nych doświad­czeń Radiohead. Zatem coś zupełnie innego. Takie były moje myśli przed prawie czte­rema laty, gdy natknąłem się sigu­rowców po raz pierwszy.

golasy

Poprzednia płyta grupy, „Takk…“, wpro­wa­dziła do reper­tuaru więcej rocka i pio­senek w tra­dy­cyjnym tego słowa brzmieniu, o wyraźnej kom­po­zycji, nie­roz­w­le­kłych. Przyszło mi na myśl, że po raz pierwszy zespół sprawdza swoje umie­jęt­ności w pro­du­ko­waniu mate­riału dla szer­szego grona odbiorców. Przypominało mi to trochę historię Metalliki i jej „czar­nego albumu“, uda­nego, a jednak wyzna­cza­ją­cego nowy kurs, nie­ko­niecznie pożą­dany przez wiel­bi­cieli. Grupa Sigur Rós poszła po tym względem w podobnym kie­runku, a obecny album, nagrany ze znanym podobno pro­du­centem, zdaje się to potwier­dzać. Dostajemy zatem w części pierw­szej opty­mi­styczne i weso­lutkie utwory („jeszcze bar­dziej opty­mi­styczne“), w części dru­giej sto­no­wane sen­nymi lub pom­pa­tycz­nymi mini-suitami. We wszystkim bra­kuje błysku i magii, jakiej doświad­czać mogłem dotych­czas. Nuda! Strona gra­ficzna rów­nież mnie nie prze­ko­nuje, odpo­wiada za nią uznany foto­graf natu­ry­stów na tle natury, pan Ryan McGinley. Taka jakby prze­świe­tlona okładka świeci głównie męskimi poślad­kami. W podobnej sty­li­styce utrzy­mano wideo do pierw­szego singla „Gobbledigook“, choć tutaj jest już trochę więcej harcerek-ekshibicjonistek. Ciekawe, „prze­ło­mowe“, ale mnie pozo­sta­wiło obo­jętnym. Jestem w sło­wach surowy, ale prze­cież to ciągle Sigur Rós, lider nowego grania. Po prostu spo­dzie­wałem się po nich czegoś innego, wyprawy do never­landu, ale cóż… oni posta­no­wili doro­snąć. Słuchaczom życzę więcej wyro­zu­mia­łości. Niech będą dwie gwiazdki.

szkoda

Prawdopodobnie już nikt do tego miejsca z czy­ta­ją­cych nie dotrwał, z przy­jem­no­ścią zatem przejdę, do pry­wat­nych wynu­rzeń, które powinny wyja­śnić tytuł postu. Ano, dla­czegóż „Homofob“? Od kilku mie­sięcy homo­sek­su­alizm front­mana grupy nie jest już dla mnie tajem­nicą. Dla wielu osób, którym pre­zen­to­wałem te utwory, pewnie nigdy nie był. Wzorem pod­łych nasto­latków mówili, że to jest „so gay“. Ja oczy­wi­ście gotów byłem bronić każ­dego dźwięku, że nie ma płci, że jest po prostu piękny, że sztuka tak wyra­fi­no­wana tego typu ramom się wymyka. Ale oka­zało się, że jednak jest coś na rzeczy, że pewna wraż­li­wość powią­zana jest z sek­su­al­no­ścią. Wrażenie to zostało pogłę­bione także przez wizu­alną stronę wydaw­nictwa. Całość odbieram jako deli­katny mani­fest. No i niech będzie, trudno. Jestem prze­ko­nany, że gdyby jednak płyta była lepsza, to nie przy­pi­sałbym sobie homo­fo­bicz­nych skłon­ności, po prostu słu­chałbym jej „namiętnie“.

Sigur Rós
Með suð í eyrum við spilum enda­laust

2008
Gobbledigook | Inní mér syngur vitley­singur | Gódan daginn | Vid spilum enda­laust | Festival | Med sud í eyrum | Ára bátur | Íllgresi | Fljótavík | Straumnes | All Alright


Krótki link do tego wpisu: http://ymk.in/h

Odzewy ze świata

Losowe wpisy

  • Graffiti na domkach 23.4.07
    graffiti, Inowrocław
  • Substancja miejska 5.6.08
    architektura, ekologia, Wiedeń
  • Sumy 2008 31.12.08
    Eluvium, flickr.com, God Is An Astronaut, Helios, Jon Hopkins, Movus, MPK Poznań, múm, muzyka, nagrody, PKP, podsumowanie, port-royal, Sumy, Świecie, Tangerine Dream, The Cure, WordPress
  • Tropiąc Golluma 20.5.09
    fanfilm, J.R.R. Tolkien, LOTR (film)
  • Gość zza oceanu na otwarciu Galerii 28.2.08
    Bill Murray, festyn konsumpcyjny, Galeria Pestka, ofensywa kulturowa US, Poznań, przedruk, PST, Saturn

Subskrybcja//syndykacja

Najświeższe wpisy z Ainunau.net prosto do Twojego czyt­nika RSS.
RSS jest głupi? Skorzystaj z alter­natyw:
uaktualnienia na mail@marciooFacebook PageiGoogle