
Internet jest blisko nas, ułatwia życie, bądź przejmuje nad nim kontrolę. Jego potęga jest oczywistością. Wybór należy do użytkownika. Teraz do walki o dusze i pieniądze użytkowników dołączyły kolejne zjawiska — internet bezprzewodowy oraz serwisy mikroblogowe. Na razie jeszcze ciężar tych zmagań do kraju nie dotarł, ale oferty operatorów gsm stają się coraz ciekawsze, a w publicznych miejscach coraz częściej można zlokalizować hotspoty — stałe połączenie, w dosłownym tego słowa znaczeniu, jest coraz bardziej dostępne. Pierwszy czynnik wydaje się być okiełznany, ale co z tym tajemniczym mikroblogowaniem?
Najgorętsze słowo internetu składa się ze 140 znaków
Przeglądając wiodące blogi o tematyce „internetowej“ nie sposób przeoczyć kilku nagminnie powtarzających się zagadnień: a to google z przyległościami, a to facebook, wreszcie ogólna mnogośc powstających serwisów-aplikacji dla użytkowników. Jednak najgorętszym słowem kluczowym ostatnich miesięcy wydaje się być twitter. To największy serwis mikroblogowy aktualnie skupiający ok. 5 milionów użytkowników. Na początek proponuję znakomity film instruktarzowy, który opatrzyłem polskimi napisami. Do obejrzenia po kliknięciu w link poniżej ;)
Cierpliwości, nie ładuje się zbyt szybko.
Naiwny byłby ten, który uznałby, że serwis tego typu da się łatwo rozpracować. Wbrew temu co pokazuje powyższa prezentacja, otrzymujemy potężné narzędzie, mogące służyć wielu zastosowaniom, a nie wyłącznie namiastkę czatu. Ograniczenie formalne, które narzuca zwięzłość komunikatu, staje się dobrodziejstwem i dyscyplinuje piszącego. Tym łatwiej czytającemu dostrzec konkret.
Twitter może być platformą promocji produktów, technologii, nie tylko tych związanych z komputerami, równolegle może służyć autopromocji blogerom, nie mylić z blagierami, twórcom-amatorom czy reklamującym swoje usługi specom. Może służyć komentowaniu wydarzeń na żywo przez uczestników. Co nam szkodzi zacząć obserwować osobę, która codziennie częstuje nas świeżymi przepisami kulinarnymi albo nowościami ze świata muzyki, proponującą nam linka do strony ze strumieniową transmisją najnowszego sinlga? Nie zamierzam zdradzać wszystkiego co mi w tej chwili do głowy przychodzi, ale mikroblog, niezależnie od natężenia ambicji może być pożyteczny i rozrywkowy jednocześnie. Chyba coś takiego nie może być internetowym demonem?
Narzędzia twittera
Porównując serwis z innymi aplikacjami web 2.0 możemy stwierdzić, że twitter (czasami zwany przeze mnie dla odmiany „ćwierkaczem“) jest bardzo prosty i oferuje kilka prostych funkcji. Oprócz znanego już wysyłania wiadomości publicznych i śledzenia (obserwowania) innych użytkowników mamy tutaj: wysyłanie odpowiedzi do konkretnych użytkowników, wysyłanie wiadomości prywatnych, oznaczanie wybranych informacji jako ulubionych, przeglądanie historii naszych wpisów. Twitterowi zaostrzają pazurki zewnętrzne aplikacje internetowe, z których wymieniłbym przede wszystkim wyszukiwarki interesujących nas słów kluczowych Twitter Search czy Tweetfeed. To dzięki nim dostaniemy informacje i co ważniejsze, aktualizowany zbiór linków do opinii i komentarzy. W ten sposób przez kilka dni mogłem śledzić reakcje na wydarzenia COP 14 w Poznaniu. Cały zbiór ważnych wydarzeń 2008 roku, które można było śledzić na twitterze zawarto w tej liście . Mamy oczywiście amerykańskie wybory prezydenckie, czy zamachy w Bombaju, ale także „frywolne“ finały ligi futbolu zawielkowodowego.
Możemy tworzyć galerie obrazków, idealne dla wysyłania zdjęć z komórki, coś w rodzaju publicznego mms’a. Zapewnia to Twitpic. Automatyczne tworzenie wpisów informujących o aktualizacji na blogu zapewni Twitterfeed, a Fleck w wersji lite przejmie funkcję systemu gromadzenia linków (oczywiście pokazując obserwującym co tam też takiego ciekawego sobie odwiedziliśmy;). Przesyłanie plików? Jak najbardziej, zadba o to Tweetcube lub Drop.io. Oczywiście, jak zaznaczono w filmiku, możemy korzystać z wielkiej liczby niezależnych aplikacji zainstalowanych na stałe w systemie takich jak TweetDeck (posiadający m. in. umiejętność grupowania kontaktów), czy Twirl (pozwalający też na wysyłanie wiadomości do innych serwisów tego typu), obie aplikacje niezmiernie estetyczne z racji reprezentowania bandery Adobe AIR. Mamy również rozszerzenia przeglądarek internetowych Twitterfox (dla Firefoksa) czy widżet Opery (dla, uwaga!, Opery). Ufff… pora na małą przerwę, dość tej wyliczanki à la dynastie z dodatków do „Władcy Pierścieni“ Tolkiena. A wymieniłem zaledwie kilka wiodących produktów. Daje to do myślenia o potędze mikroblogowania z ptaszkiem w tle. Wspomnijmy, że integrację z twitterem oferuje każdy szanujący się serwis web 2.0 — można statusy wysyłać, czy też udostępniać na stronie takiego serwisu.
Co dalej panie ornitologu?
Cała ta eksplozja jaka dokonała się w 2008 była możliwa po gruntownym przezbrojeniu serwisu w potężny sprzęt i pewnie wiele poprawek w kodzie. Zanim to nastąpiło sieć przyrównywała twittera raczej do wieloryba, którego przenosiło ratunkowo z miejsca na miejsce stado ptaków. Obecnie mimo monstrualnej ilości danych przychodzących i wychodzących, strona działa niezwykle sprawnie. Proponuje spojrzeć na to jakie problemy stanowią chleb powszedni administratorów serwisu — piękny licznik i wykresiki poniżej. Szacunek.
A najlepsze zostało na koniec. Pomijając kwestie prywatności, w dużym uproszczeniu można stwierdzić, że twitter/mikroblog staje się powoli dla smsów tym, czym telefonia VoIP stała się dla kablowych i komórkowych połączeń głosowych — atrakcyjną i tańszą alterntywą. Już dziś wiele osób mocno zaangażowanych w twittera łatwiej zrezygnowałoby z połączeń gsm niż z możliwości korzystania ze swojego ulubionego serwisu.
Obserwujmy zatem z zainteresowaniem co jeszcze urodzi nam Wielki Praptak XXI wieku.
•






Pingback: Czy rodacy polubią blipanie?: Ainunau.net