Nie wytrzymałem i zagrałem we flaszową grę Canabalt (wersja PC, wersja à la iPhone), produkt niezmiernie atrakcyjny i na wskroś pasożytniczy. Mam do czynienia z najprostszą grą w historii. Do sterowania używa się tylko jednego przycisku o funkcji “jump”. Podobno było już wiele tego typu programów, ale do tej pory sądziłem, że nie ma nic prostszego niż Pong z manipulatorem góra-dół czy wszelkie pinballe, z sterowaniem lewa-prawa.
Gra rozpoczyna się niczym w koszmarze. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co, bohater biegnie, a raczej ucieka po dachach domów, dźwigach, billboardach. Wszystko drży od wybuchów i przelatujących machin. Inwazja! Przez minimalizm graficzny ledwo co widać. Błyskają tylko białe skarpetki do czarnego garniturku bohatera (też koszmar?). Ale to chyba tylko zabieg autora scenariusza, by człowieczka z pikseli nie traktować jako everymana — to taki prawie superbohater. Rozpędza się niczym pociąg, skacze jak pchła, upadek z wysokości nic mu nie zrobi — błyskawicznie wstaje, rozbija położone na drodze skrzynki, rozstrzaskuje pancerne szyby. Właściwie ma tylko jedną wadę — nie może się zatrzymać. Zapraszam do obejrzenia wideo, wystarczy mały fragment.
Wydaje się to nudne. Ale dzięki losowemu generowaniu “terenu” nie przechodzimy nigdy tej samej ścieżki. Nie ma idealnego “scenariusza” skoków. Często po obejrzeniu napisu “Game Over” przychodzi na myśl: “A spróbuję. Jeszcze tylko jeden raz”. Mało tego — nawet mając idealną zręczność nie można gry ukończyć, bo gra nie ma końca. Jedyny cel to odłożyć moment chwalebnej śmierci ile tylko się da.
Klimat dark future, koniec rasy ludzkiej, tragedia i samotność jednostki, bezsensowność działań. Do tego niemożliwość przewidzenia wydarzeń bardziej niż na długość jednego domu. Czy Canabalt rzeczywiście może wpędzić w depresję? Raczej nie — za dużo w tym akcji, brak czasu na zastanowienie. Z chorób grozi nam najwyżej jakaś pląsawica oczna, zawroty głowy, palpitacje i tym podobne. Po prostu program z etykietką “dla ludzi o pancernych gałkach”. Ja dozuję sobie najwyżej 10 truchcików na jedną sesję. O tym, że to tylko zabawa przypomina też powiązanie z twitterem — czemu nie pochwalić się nowym rekordem naszym obserwującym? Dziś nowoczesny produkt nie może obyć się bez “funkcji społecznościowych”.
Słowem, cudeńko. Świetny pomysł, sprawny interfejs, dopieszczona grafika, sugestywna elektroniczna nuta. Polecam.●
UPDATE: wersja portable na pendrive’a
Link do wersji na iCośTam (AppStore)
Podobno podobne wpisy:



















