Ponad dwa i pół roku korzystałem z usług serwisu Last.fm. Mariaż muzyki i statystyki zdawał się być spełnieniem młodzieńczych marzeń – nareszcie na pytanie o najczęściej słuchaną płytę czy pieśń można było odpowiedzieć wprost. Tak, najbardziej interesował mnie ów “scrobbling”, czyli monitorowanie ilości odtworzeń muzycznych pozycji w komputerze lub grajdole [odtwarzaczu mp3 – termin własny].
Jednak zeszły rok to raczej rozczarowanie, Last okazał się miejscem nie dla mnie. Złożyło sie na to szereg czynników:
- dość ubogi zestaw funkcji uzyskiwanych po zapłaceniu abonamentu (zdarzyło mi się płacić przez kilka miesięcy w 2008 roku, głównie ze względu na osławione betatesty nowych funkcji serwisu, na które jakoś nie miałem szczęścia się załapać),
- wprowadzenie odpłatności za słuchanie radia (dla osób spoza USA, Zjednoczonego Królestwa i Bundesrepubliki),
- brak rozwoju funkcji statystycznych czy mała ilość serwisów wspomagających – właściwie jedynym wartym uwagi był Lastgraph, narzędzie online do wizualizacji danych w czasie z podziałem na wykonawców (mały przykładzik w galerii dopostowej, więcej na tej grupie flikerowej),
- brak rozwoju oryginalnych rozszerzeń dla grajdołów innych od iPodów – oczywiście usiłowano stworzyć kilka rozwiązań, które umożliwiałby użytkownikom wszelkich creative’ów, iriverów, cowonów monitorowanie swoich odtworzeń, jednak były to raczej zawiłe procedury z modyfikacją oprogramowania firmowego, przenoszeniem logów i takie tam bzdety,
- zmasowana nagonka na “złodziei” muzyki i dylematy w rodzaju “mam CD w domu, ale przecież nie mam praw do mp3, które sam stworzyłem rippując, czy może mam, ale pod warunkiem, że 80% odtworzeń pochodzi z nośnika podstawowego, paragraf 3 z poprawką, blah blah” – a dane użytkownika są przecież dostępne publicznie, bądź skrzętnie gromadzone w na serwerach,
- przyciężki i mułowaty soft dla Windows.
Przyznaję bez bicia, że nie kasuję konta. Ograniczam się jednak do zerkania raz po raz na koncerty w swojej okolicy i chwalenia się, że mam w znajomych Yaro2bikes (“uu-a-haa, rowery dwa”), który zaszczycił mnie swoim zaproszeniem po tym jak popełniłem maleńki wpis do dziennika. :)
Zatem za pomocą Lastgraph po raz ostatni wygenerowałem kolorowy timeline, zrobiłem kilka skrinszotów, ściągnąłem pliki xml z danymi statystycznymi i skasowałem z bazy te 19000 utworów. Po czym odetchnąłem z ulgą. Wprawdzie nikt już nie trafi na utwór Marka Bilińskiego “E not equals m c squared”, który tak sobie w tagach id3 nazwałem, ale za to dość zgrzytu w blaszaku podczas startu Last.fm Scrobbler for Windows. Dość problemów z podwójnym (poczwórnym, poszóstnym) rejestrowaniem utworów z iPoda (tak, tak, w międzyczasie uległem i kupiłem to urządzenie z nadzieją, że teraz wszystko będzie przepieknie ;) . Dość wściekania się, że wpisuję do wyszukiwarki w radiu “Klaus Schulze”, a ona mi na to “Aphex Twin”.
Użytkowników i właścicieli mało to oczywiście obchodzi. I słusznie. Bo ja nawet nie mam pretensji, ot pierwsze otrząśnięcie się z idylli web 2.0. Bo przecież Last.fm może być równie dobrze (czy nawet lepiej) przetłumaczone jako “Ostatnie (takie) radio”.●
Podobno podobne wpisy:



















