Uwaga, ostrzegam! To nie będzie piękne.
Czasami zdarza się, że za człowiekiem zaczynają chodzić podobne przypadki. Czy to we śnie, czy to na jawie — nasze przeżycia mają niekiedy jakiś lajtmotiw. Jednym z moich był ostatnio widok „odpoczywających“ na nawierzchni stworzeń wronopodobnych. No cóż, czasy są ciekawe, więc i ptak może sobie przysiąść na ziemi, nie budząc zgorszenia, przynajmniej mojego. Te stworzenia jednak legły na zawsze…
Po raz pierwszy obraz ten zaatakował mnie w święta wielkanocne, na rogu ulic Roosevelta i Sienkiewicza w Inowrocławiu, gdzie dosłownie metr po wewnętrznej stronie granicy Strefy Uzdrowiskowej leżał śnięty ptak. Mój poziom wiedzy ornitologicznej nie odbiega od męskiej przeciętnej, więc nie jestem w stanie stwierdzić, czy był to okaz stary, chory, ani określić płci. Smutne, że ptakowi nie było dane zmartwychwstać, był już lany poniedziałek, a więc, w kwestii cudownego ozdrowienia, było, nomen omen, „po ptokach“ ;) A na to chyba liczyły służby porządkowe w mieście decydując o pozostawieniu padliny. Cóż, pomyślałem, w Inie nigdy nie było szału na punkcie szybkości i skuteczności.
Minęło kilka dni, a wspomnienie świąt niosły podjadane resztki mazurka. Deszczowego poranka spotkałem kolegę na przystanku, jakoś postanowiłem z nim poczekać na zawsze nieregularny autobus. Po chwili rozglądania się dookoła na przepisowej wysokości popiersi współczekających wzrok powędrował, zgodnie z zawodowym obyczajem, ku chodnikowi. Oczom mym ukazał się drugi ptaszor! Nie wytrzymałem i sfociłem gościa, niestety z lenistwa użyłem tylko komóry. Nie uchwyciła ona detali, które przynajmniej tym razem, mogły dać do myślenia o minionym życiu nieszczęśnika. Że było rozrywkowe, że było biesiadne, że było ryzykowne. Piersiówka żołądkowej gorzkiej miętowej, ogryzek jabłka, wygryzione pióra i nie tylko, to był znak, że osobnik ten prowadził się nieprzeciętnie walecznie. Tym razem do uczuć smutku i obrzydzenia doszły moje własne — żołądkowa gorzka też jest powracającym elementem rzeczywistości! Pomijając wstydliwe szczegóły — mimo iż pije się to sprawnie, wielu stworzeniom alkohol ten nie służy… Mojego rozrywkowego pupila na drugi dzień już nie było — służby tutaj działają szybciej.
Jakże byłem uradowany, gdy po trzech tygodniach od świąt zawitałem w miejsce ostatniego lądowania pierwszego ptaka… Jak chwilę wcześniej ośmieliłem się przypuszczać, obiekt ten leżał nadal, trochę w innej pozycji, coraz bardziej wkomponowując się w asfalt. Przyznaję, poczułem zapach, nie rozkładu na szczęście, ale quasi-sensacji. Stałem się trochę jak paparazzi, a może nawet aviarazzi. Nie wytrzymałem i uwieczniłem nieszczęsne truchło. Nie ze względu na zoonekromanckie zapędy, a głównie dla udokumentowania braku profesjonalizmu odpowiadających z porządek w mieście i uzdrowisku, ale także społecznej znieczulicy tubylców. A może to taka moda? Rozkładający się ptak zaspokaja potrzebę sensacji albo wyrafinowanego gustu znudzonego kujawskością?
Do tego we wszystkie te trzy dni było szaro i ciemno. Wybacz, Czytelniku, że tak naturalistycznie. Smutne to…
Ptactwo na bruku
Krótki link do tego wpisu:
http://ymk.in/pta






Odzewy ze świata