W sobotę dostała się w moje ręce, sponsorowana przez Zarząd Dróg Miejskich w Poznaniu broszura, dołączana do Gazety Wyborczej, o ulicach miasta, ich patronach i systemie informacji miejskiej. I o tym właśnie chciałbym napisać. SIM to nic innego jak informacja służąca zarówno mieszkańcom miasta, jak i turystom. Składają się na nią słupy, tablice, tabliczki z nazwami ulic, numery domów itp. Przykładem może być system jaki z powodzeniem funkcjonuje w Wawie. Poznań oczywiście nie gęsi, też mogą, bo, wiecie Państwo, „Poznań był tu zawsze“, z niego płynie niespożyta siła i magia, i jest to w ogóle pępek świata. Niestety coraz bardziej Poznaniowi, a może tylko pewnym członkom jego społeczności zaczyna wychodzić słoma. Zewsząd. A władze miejskie podejmują wielki trud by trend ten niezachwianie utrzymać.
Warszawski SIM to dzieło estetyczne i funkcjonalne. Jego wygląd i forma od razu zwiększa sympatię do przestrzeni, co w naszych miastach jest nie bez znaczenia.
[foto] — chciałbym umieścić tu jakieś ładne foto, zdaje się, że mam takie w którymś z numerów 2+3d, ale chwilowo mam skaner w drugim pokoju, więc… Poza tym przecież wielu z czytających było kiedyś w Wawie i wie o co chodzi, mniej więcej przynajmniej.
Gród Przemysła, 1257–1296, również zapragnął pokazać przyjezdnym, że potrafi. Urzędnicy zabrali się do działań projektowych i wykonawczych. I tu wyszła totalna wieśniackość. Otóż do wykonania systemu, przeznaczonego głównie dla pieszych, użyto tzw. czcionki drogowej, funkcjonalnej przy szybkim czytaniu z daleka, z poruszającego się pojazdu, ale kompletnie nieczytelnej i brzydkiej przy pewnych wymiarach, z fatalnymi przestrzeniami międzyliterowymi i międzywyrazowymi, których, jak można się domyślać, grafik nie skorygował.
[foto] — tu również chciałbym pokazać jakieś reprezentatywne [czyt. nietendencyjne zdjęcie], ale aktualnie wszystkie z nich są totalnie obnażające ;)
Dzięki Ixusowi dysponuję na razie taką fotą
Zaszedłem w głowę, dlaczego wszystko tak? Poznań, miasto jubilerów i baletu, tak traktuje swoich mieszkańców i turystów. Jeszcze chwali się tym w niebogłosy. Zacząłem budować teorię spiskową. Jak każde pionierskie przedsięwzięcie, rozciągnięte w czasie do granic możliwości, o czym zapewne decydują również pewne czynniki koniunkturalne, jest przedsięwzięciem o nie do końca jasnej strukturze czasowo-finansowej. Zatrudnienie zewnętrznej firmy, np. w drodze przetargu, równa się kolejnemu ryjowi u koryta. A koryto może być bardzo głębokie, jeśli uzmysłowimy paru osobom, jak bardzo jego głębokość jest potrzebna i jak bardzo mało osób de facto będzie z tego koryta czerpać. Oczywiście nie cytuję tu liczb, nie wnikam. Dla mnie liczy się fakt, że jakiś wieśniak spaskudził „moje“ miasto literami dla kierowców. Firma zajmująca się produkcją oznakowania istnieje zapewne w strukturach ZDM, czy jest to ktoś z zewnątrz, czy nie — nie ma znaczenia — jest to ktoś z branży, a więc jego produkcja podlega prawom zamówień hurtowych, rabatowych, innymi słowy, uprzywilejowanych. Nie interesuje mnie fakt, czy było to rozwiązanie tańsze, bo nie godzę się być wieśniakiem. Na szczęście nikt jeszcze badań opinii publicznej nie publikował, bo może byłbym zmuszony rozważać kolejną wyprowadzkę.
Niedawno minęła dziesiąta rocznica oddania do użytku tzw. Poznańskiego Szybkiego Tramwaju. Inwestycja sławetna, właściwie do tej pory inne miasta gonią Poznań w tej dziedzinie. Przystanki mają bardzo ładne, różnokolorowe tablice — kolor pełni funkcję identyfikacyjną odmiennie niż w sieciach wieloliniowych — każdy przystanek ma swój kolor. Do informowania pieszych użyto czcionki drogowej niespotykanej dotąd, jak i później, na sieci MPK. Wtedy byłem też zdziwiony :)
15 kwietnia: Emocje które towarzyszyły pisaniu tego tekstu zostały dawno wchłonięte przez szarość codzienności, jednak nie mogłem pogodzić się z takim postępowaniem pewnych osób. Jeszcze chwalić się tym za pomocą specjalnego dodatku do „Gazety Wyborczej“. Niech im się nie wydaje, że przynajmniej u mnie, ujdzie im to płazem.●







Odzewy ze świata