Zaloguj się Registration
Przejdź do treści

Śmiesznie szybki tramwaj

Tytułem wstępu powiem, żeby tego nie czytać. Boli mnie czasem, że mi spier­dala tramwaj, więc napi­sałem sobie taki oto arty­kulik, pełno w nim nie­wy­tłu­ma­czo­nych zależ­ności i skrótów myślo­wych, które jednak byłyby dziwnie zna­jome pasa­żerom relacji pra­wo­brzeżny Poznań — lewo­brzeżny Poznań.

Mieszkańcy miasta na P, w którym obecnie rezy­duję, stwier­dzili jakiś czas temu w ankiecie pro­wa­dzonej na zle­cenie Gazety Wyborczej, że są zado­wo­leni z komu­ni­kacji publicznej. Ja zaścian­kowcem jestem nawet w zaścian­kowym mie­ście, nie bywam w innych pol­skich metro­po­liach, nie mogę porównać stanu trans­portu miej­skiego. Ale w innych mia­stach musi być po prostu masa­krycznie – nie da się dojeż­dżać, a życie ludzi polega na pracy, jeż­dżeniu i spaniu – zatem koło się zamyka: ich zaścian­ko­wość poza­za­wo­dowa musi być ogromna! :D Ale nie o poziomie ludzkim miałem zamiar pisać, a o poziomie taboru.
Gdy ponad 10 lat temu odda­wano do użytku Poznański Szybki Tramwaj – bie­gnące bez­ko­li­zyjnie połą­czenie cen­trum miasta z wiel­kimi osie­dlami na pół­nocy uku­liśmy kilka mało śmiesz­nych, ale jakby trendy powie­dzonek. A to, że tramwaj jest tak szybki, że nie zatrzy­muje się na przy­stanku, albo że ludzie nie mogą zdążyć z wsia­da­niem, że szybkie tram­waje nigdy nie wypa­dają z roz­kładu, po prostu migają przed oczami ocze­ku­ją­cych na przy­stan­kach.
Kilka lat temu przy­wo­ły­wana powyżej gazeta zaini­cjo­wała akcję pod nazwą „Szybki tramwaj na Rataje“. Chodziło tym razem, z grubsza biorąc, o uspraw­nienie połą­czenia między osie­dlami Nowego Miasta a śród­mie­ściem. Po wielu bólach powstała trasa dłu­gości ok. 2 km Jej budowa pochło­nęła mnó­stwo czasu — bo spi­ja­liśmy małym ciur­kiem pie­niądze z Unii, ale dzięki temu wyre­mon­to­wa­liśmy most i w jakieś części sta­wiamy naprawdę sym­pa­tyczną kładkę dla pie­szych.
Oddanie trasy na, która nota bene, jest bar­dziej poży­tecznym skrótem, niż zmie­nia­jącą dia­me­tralnie układ sieci arterią, odbyło się z pełną pompą, w rolach głów­nych (kilku!) wystąpił oczy­wi­ście Pan Naczelnik z wąsem w buto­nierce. Po ochło­nięciu z wra­żenia nowości zaczęły się nasuwać wąt­pli­wości. Szybkie połą­czenie w mie­ście, gdzie co chwila sygna­li­za­tory obwiesz­czają o skrzy­żo­wa­niach i przej­ściach dla pie­szych, dość słaba pręd­kość. A prze­cież i hałas miał być mniejszy w sąsia­du­ją­cych domach. Prędkość dopro­wa­dzono do przy­zwo­itości po zakoń­czeniu okresu rozruchowo-testowego, miesz­kańcy się przy­zwy­czaili, światła wyre­gu­lo­wano. Słowem, dopro­wa­dzono do opty­ma­li­zacji sys­temu, co mnie jako pasa­żera codzien­nego linii (16) cieszy nie­zmiernie. Pojawiło się jednak inne mon­strum niwe­czące poznański trud. A imię jego roz­kład, który, jak sama nazwa wska­zuje, roz­kłada połą­czenia :) Na trasie kur­sują 3 linie tram­wa­jowe, prze­ciętnie więc powinny jeź­dzić mniej więcej w trzy­mi­nu­to­wych odstę­pach. Tak jednak nie jest — za prze­ła­do­waną prawie zawsze (5) po odcze­kaniu usta­wo­wego czasu raźno podąża (16) zbli­żając się sys­te­ma­tycznie — do tego stopnia, że w oko­licy ul. Marcinkowskiego tram­waje te dzieli tylko dłu­gość jednej zmiany świateł na poprze­dza­jącym skrzy­żo­waniu. No co ja tu będę mówił i wdawał się w pseu­do­tech­niczny bełkot — jest marnie.
Wkurw poranny poja­wiał się dość często — dziś jedynie, gdy któraś z linii wypadnie (prze­je­dzie za szybko by ją zauważyć?). Niestety mając w pamięci przy­gody na trakcie połu­dniowym — ide­alnie sko­mu­ni­ko­wane (7) i (5) — pasa­że­rowie mogli tylko z rezy­gnacją oglądać tył tram­waju, puściut­kiego, rączo odjeż­dża­ją­cego z przy­stanku, od któ­rego dzie­liła ich minuta drogi „na szagę“. Ale to było przed remontem ronda Starołęka. Mimo to „sko­mu­ni­ko­wanie“ bolało, morale sia­dało, a kom­ju­terzy mieli poczucie, że ktoś ich okradł z jedynej bez­cennej rzeczy, czasu. Podobnie było na ron­dzie Śródka, węźle traktu pół­noc­nego — można sobie było pod­jeż­dżać po parę przy­stanków, żeby dopa­trzyć się pra­wi­dło­wości, że z (1) nie można się prze­siąść na jaką­kol­wiek inną relację prze­ci­na­jącą. Z pomocą szła jednak nie­za­wodna, chyba że się zepsuła wła­śnie, (17) w którą można było wsiąść na początku podróży… Ech.
Pomyślałem, że może i teraz wymyśli się kilka „śmiesz­nych“ powie­dzonek na tram­waje i z czasem sie przy­wyknie i przej­dzie. Ale to chyba nie ma sensu. Należy się cie­szyć i szukać pozy­tywów, nie dać się zwa­riować i nie stać w korku blachosmrodowym.

Suplement: O godzinie wie­czornej (15) bardzo ładnie komu­ni­kuje się z (5) — mały sprint w przej­ściu pod­ziemnym pod Kaponierą i już jedziemy do domu… Oby tylko nic nie pod­ku­siło do prze­siadki na [74] ;) ●


Krótki link do tego wpisu: http://ymk.in/pst

Odzewy ze świata

Losowe wpisy

Subskrybcja//syndykacja

Najświeższe wpisy z Ainunau.net prosto do Twojego czyt­nika RSS.
RSS jest głupi? Skorzystaj z alter­natyw:
uaktualnienia na mail@marciooFacebook PageiGoogle