W piątek, 6 kwietnia, był całkiem niezły dzień. Może nie wielki, ale dobry z pewnością. Znalazłem Ino, w słonecznej pogodzie, gwarne dniem powszednim, zupełnie inne od sennego weekendowego miasta. To co mnie aktualnie interesuje w tkance miejskiej najbardziej — czyli inwestycje — nie wyglądają aż tak źle, zwłaszcza, gdy oceniać je z punktu widzenia przydatności dla mieszkańców. Moje rodzinne miasto jest miastem raczej biednym, po upadku komuny jeszcze bardziej zmarginalizowanym, trudno powiedzieć, na ile przez opieszałość władz, a ile przez nieciakawe położenie na mapie (zwłasza samochodowej) kraju.
Kin w Inie było pięć, w tym jedno przyzakładowe (IZCh — „Chemik“), jedno przy jednostce wojskowej („Ikar“), pozostałe w centrum miasta, bardzo blisko siebie i bardzo często odwiedzane, wyliczając od najmniejszego „Żak“, „Bałtyk“ i „Słońce“. Te dwa ostatnie dzialaly jakiś czas, potem ostało się jeno „Słońce“. Jego właściciel w końcu zamknął i to kino, ale na szczęście odważnie zainwestował w dwusalowe kino, zwane multikinem „Kinomax“, niestety dość peryferyjnie położone, przy Kauli (małe oczko wodne, zapewne jakieś powyrobiskowe), na rubieżach Osiedla Rąbin. Dość powiedzieć, że jako mieszkaniec tego osiedla, miałem bliżej do tamtych kin w centrum miasta.
Kinomax funkcjonuje już prawie od dwóch lat, więc był już czas najwyższy, żeby odwiedzić jego podwoje. Bryła, jak to bryła, raczej nieciekawa, pomalowana na szaro i czerwono, hall skromny, bez kas praktycznie, sprzedażą biletów zajmuje się część bufetu. Ale jest np. parking podziemny, bardzo ciekawe rozwiązanie, chyba nigdzie indziej w tym mieście nie zastosowane. Wyróżniają się także sale projekcyjne, a przynajmniej ta większa, sala nr 1 — w tej miałem przyjemność oglądać film „300“, ale to zupełnie inna historia. Ekran duży, widownia szeroka, kilkanaście rzędów, pewnie ok. 300 miejsc, podłokietniki wprawdzie pojedyncze, ale fotele bardzo wygodne. Myślę, że warunki do oglądania filmów jak na Inowrocław wzorowe, mniej wzorowa jest cena. Bilet normalny kosztuje 16zł, zwanych również PLN.
Otwarto również niedawno Park Wodny, przy szkole „jedynce“, to druga kryta pływalnia w mieście — czyli mamy tyle samo krytych co outdoorowych. Jest to estetyczny obiekt, choć byłoby lepiej, gdyby dolne szyby byly z jakiegoś teksturowanego szkła, które odizolowałoby pływających od widoku przechodniów, samochodów, ulicy i vice versa. Dla mnie osobiście istotniejszym elementem całej sprawy, jest lokalizacja obiektu. Tereny te, były mi drugim domem przez sporo czasu, tu nauczyłem się grać w „króla“, poznałem kilka sztuczek piłkarskich od Krzysztofa N., tu zastała mnie również piękna polska victoria piłkarska nad Peru w 82. Teraz poszerzono mozliwości sportowe o basen, którego bardzo brakowalo w tej częsci miasta.
Ostatni obiekt, który chcę opisać, to budynek na Placu Klasztornym. Niestety dużo ciekawiej prezentował sie na wizualce którą zrobiłem kiedyś.
Oryginał wygląda tak:
Ciekawa bryła, wręcz rewolucyjna jak na tutejsze warunki, zamknięcie wielkiej ślepej ściany, to można zapisać po stronie plusów. Minusy to tandetne materiały i słabe wykończenie, utrudniające zgranie z sąsiednimi „królówkowymi“ kamienicami. Obiekt na pierwszych dwóch kondygnacjach został sparaliżowany handlem obuwiem, znak czasów, powstała mini-galeria, choć mogły prestiżowe biura. Pytanie dla kogo…
Podsumowując, mimo iż inwestycji wielkich nie widać (zobaczymy co powstanie na miejscu zburzonej szkoły „trójki“), jakoś optymistycznie znalazłem Inowrocław, jakby czystszy, odnowiony, i ‚mimo wszystko, tętniący życiem. Jednak fatalne drogi, coraz bardziej zdegradowane, zapadające się, dziurawe, nie pozwalają spać spokojnie. Tradycyjnie życzę mojemu rodzinnemu miastu wszystkiego najlepszego.•








Odzewy ze świata