Wszystko dobre co się szybko kończy. Tak też było z wizytą w stolicy Austrii. Ostatni dzień był właściwie nieprzewidywalnym zbiegiem pozytywnych okoliczności — udało się lekko zmodyfikować program wycieczki i mogłem rano wyskoczyć jeszcze metrem do ścisłego centrum. Czasu było niewiele, ale pogoda była wyborna, nie wypadało zatem odpuścić.
Podczas tego szybkiego pleneru postanowiłem uchwycić jedną z najbardziej fascynujących cech dużego miasta — zwartość miejskiej zabudowy. Brakuje tu tak powszechnych w naszych miastach niezabudowanych działek, brudnych elewacji, wystających szyldów. Zaczęliśmy w pewnym momencie na siłę wyszukiwać jakieś uchybienia w przestrzeni, by poczuć się bardziej swojsko. Ale nie przesadzajmy z tymi opisami, przygód żadnych tym razem nie było, poza kilkunastominutowym spóźnieniem dwóćh kolegów na odjazd do Brna, zatem — zapraszam do zdjęć.
Przy okazji wyjaśniło się, że niebieski komin ze złotą kulą, który stanowił charakterystyczny punkt odniesienia w pobliżu miejsca naszego hotelu to element spalarni śmieci. Przez cały pobyt nie uświadczyliśmy widocznego dymu. I tak też popyt zapamiętam — sterylny, miły, ale powierzchowny. Przydałoby się pobyć więcej czasu, by móc choć wiarygodnie skłamać, że znam Wiedeń ;) ●






Odzewy ze świata