Zgodnie z zapowiedzią powracam do Poznania. Jesienią pojawiły się w centrum miasta nowe tabliczki z nazwami ulic. Oczywiście, jak się zapewne domyślacie, tutaj także zastosowano krój drogowskazowy, brawa za konsekwencję w lansowaniu wiochy. Toż to nie liternictwo – to topornictwo.
Efektem takiego pomysłu estetycznego jest rozmiar tablic, wyjątkowo spory. I gdzie ta gospodarna minimalizacja kosztów? Czyżby sąsiad miał na zbyciu jakieś odpowiedniej wielkości płaskowniki? Bez sensu są te pytania, przecież jest schludnie, jest nowo, jest solidnie. Ale dzięki takiemu podejściu do sprawy każdy Gnieźnianin może poczuć wyższość nad pobliską aglomeracją (wyjątkowo zasłużenie tym razem). W pierwszej stolicy Polski juz dawno wymyślono estetyczne, dobrze komponujące się z zabytkowymi murami brązowe tablice opisane białym krojem szeryfowym, z herbem miasta. Nowe poznańskie tabliczki nie mają również minimalistycznego i “przezroczystego” wyglądu tych tradycyjnych granatowych. Mają za to gustowną, srebrnopodobną ramkę i słupki (foto poniżej).
Nie upieram się przy jednoznacznej krytyce, niektóre elementy mogą przypaść do gustu. Zastosowane na tabliczkach kolory należą do spokojnych, ale zauważalnych. Jak widać na obrazkach oprócz podstawowej informacji o nazwie ulicy umieszczono na tablicach nazwę dzielnicy miasta i kierunek wzrastania numeracji domów – bardzo sympatyczne rozwiązanie w postaci “wykresu” wzrastających słupków, zdecydowanie najciekawszy element projektu. Niestety, jak wiemy z części pierwszej – mała wielkość znaków to niska czytelność, cecha firmowa czcionki drogowskazowej.
Ogólny poziom czytelności całej tabliczki najlepiej pokazać na wiarygodnym przykładzie. Znajdziemy taki na narożniku ul. Garbary i ul. Grobla. Tam tabliczka wylądowała pomiędzy “nieprofesjonalnymi”, literowymi reklamami towarów z pobliskiego sklepiku. Jest chaos, trudno stwierdzić co tutaj jest ważniejsze, ale różnica w czytelności poraża.
Podobno do projektu tabliczek (a może i całego Systemu Informacji Miejskiej) zatrudniono jakąś poważną firmę z Wrocławia (bardzo żałuję, że nie znam nazwy). Nie chcę Państwu znad Odry robić przykrości, ale skoro zgodzili się firmować projekt informacji wizualnej oparty o takie liternictwo, to powinni zniknąć z rynku. Być może specyfikacja była bardzo sztywna w tym zakresie, więc nie była to ich wina? Być może na samym początku zamawiający przyjął, że system dla pieszych nie może odbiegać za mocno od systemu dla kierowców? A może, o zgrozo, zbyt dosłownie potraktowano zapisy przywołanej w poprzedniej części instrukcji o oznakowaniu, zakładając że uliczna tabliczka (np. wolnostojąca) musi spełniać wymogi stawiane znakom drogowym? Pytania bez odpowiedzi, na szczęście to błahostka. Zostańmy Europejską Stolicą Kultury i będzie git.
Na pocieszenie napiszę, że mogło być znacznie gorzej, wszak w cudowny sposób ostały się kamienne tablice na Starym Rynku. Gorzej mają także “cyrkle”- oto drogowskaz na rogu Kórnickiej i Jana Pawła II służący odwiedzającym Poligród. Litery niby czytelniejsze, kolory tradycyjne, bez wydziwiania, ale za to jakie fantastyczne wykonanie i trwałość.
●
Podobno podobne wpisy:
- Potężny szablon — Liternictwo drogowe, część 2
- Poznański System Informacji Miejskiej
- Liternictwo drogowe atakuje




















Komentarze są wyłączone, ale sygnały trackback oraz pingbacki działają.