Wpisy z etykietami ‘ofensywa kulturowa US’
Szczęśliwych Wakacji
Nie mam pojęcia czy ktoś z Państwa mógłby poczuć się urażony, gdybym napisał: „Wesołych Świąt”. Dla przykładu, kilka raportów twierdzi, że odwiedzają mnie nawet mieszkańcy Rosji, a u nich święta trochę później. Amerykanie, mistrzowie współczesności, używają na okoliczność pozdrowień wyrażenia „happy holidays”, które prowokacyjnie spłaszczyłem w tytule. Wakacji, białych, tyle co kot napłakał, ledwie piątek (prawnie wolny, za sobotę, 25 grudnia), rzeczona sobota, niedziela i powrót do zakładu. Właściwie nietaktem byłoby życzyć… Czytaj dalej »
Do the avatar!
Oto broniący honoru swego miesiąca wpis, coś wspaniałego zupełnie. Kilka dni temu w pogoni za odmóżdżeniem wpadłem na stronkę filmu kinowego o Simpsonach, „The Simpsons Movie“ bodajże. Proszę nie uciekać! To nie jest recenzja! W życiu nie widziałem Simpsonów, a trafili do mojej świadomości pierwszy raz dzięki piosence „Do the Bartman“ i nigdy mnie do nich nie ciągnęło, choć obrastali legendą wśród lubiących amerykańską pop-kulturę idącą trochę na ukos.Na stronie można sobie „skomponować“ postać, wyposażyć ją w charakterystyczny ryjek albo wyczesany fryz.… Czytaj dalej »
Bohaterowie i Złoczyńcy
To już dziś polska premiera animowanego pełnometrażu „Wojny klonów“, kolejnej pozycji z filmowego katalogu uniwersum George’a Lucasa. Na film się nie wybieram, ale skoro TVP2 dla uczczenia premiery przypomina wszystkie części aktorskiej sagi o Anakinie Skywalkerze i jego rodzinie, to ja też się czymś pochwalę. Początkowo spiritus movens postu miał być mistrz Sifo-Dyas. Śmieszne imię, padające po raz pierwszy w filmie „Atak klonów“, śmiesznym głosem wypowiadane, zaintrygowało wszystkich fanów. Przez internet w 2002 roku przetoczyły się spekulacje o tym kto zacz itp.… Czytaj dalej »
Kolejna strata
Często pytano mnie kim chciałbym być. Miałem wtedy dość odpowiedzi typu „nie wiem“ lub mniej cenzuralnych. Przypomniałem sobie reportaż, który widziałem w jakimś programie telewizyjnym o ludziach Hollywoodu. Jego bohaterem był Don LaFontaine, zwany „The Voice“, czasem nawet the Voice of God. Facet, który zarabiał na życie czytając i jak się później dowiedziałem, również pisząc, teksty do niezliczonych trailerów filmowych i zapowiedzi. Od tamtego czasu odpowiedź była zawsze taka sama, chciałbym mieć taki zawód jak „Głos“. Przed chwilą dotarła do mnie… Czytaj dalej »






Odzewy ze świata