Bilety na koncert kupić jest niełatwo. Niby wszystko jest jasne, miejsce, czas, kto i za ile będzie tańczył, czy wreszcie jak można się na miejsce dostać. Jednak, jak to w praktyce bywa, ustalanie wszystkich szczegółów wprowadza człowieka w stan typu „dzień świra”. Zapytajmy więc: gdzie na koncert The Cure?
Mamy do wyboru Stolicę Kraju lub Stolicę Górnego Śląska. Za Warszawą przemawia lepszy dojazd z Poznania, wszak od węzła Krzesiny do Strykowa mamy podobno ponad 200km Autostrady A2, oczywiście coś trzeba tam zapłacić, ale przy takiej liczbie pasażerów ściepa na myto powinna być formalnością. Po zjeździe można przebijać się do Stolicy na milion sposobów. Nawet przez Sochaczew ;(. Do Katowic z gruba rzecz biorąc jezdzimy ostatnio przez Wrocław i A4 (jeszcze bezpłatną) ale jest to ponad 350 kilosów. Wybór zatem jest prosty.
W drugiej kolejności należy rozpatrzyć miejsca wydarzenia. Tu katowicki Spodek zdecydowanie wygrywa: lepsza konfiguracja trybun, tańsze bilety, zajebista budowla;). Tu odbył się 11 lat temu koncert trasy Swing Tour, który wielu moich kolegów uważa za najlepszy w życiu. Ja nie uważam, bo nie byłem :( Torwar jest bardziej kameralny, przeznaczony typowo do oglądania wydarzeń sportowych, przypomina Halę Sportową (Pałac Sportu) w Łodzi, która z kolei gościła Cure’ów w kwietniu 2000, gdzie udało mi się już być. Odbywa się tam sporo koncertów, więc akustykę chyba ma niezłą, tym bardziej, że był remontowany parę lat temu, zdaje się że na Mistrzostwa Europy w koszykówce kobiet.
Dodatkowym atutem Warszawy w tych rozważaniach jest fakt, iż 2 osoby z naszej dawnej koncertowej ekipy właśnie tam mieszkają. Nie będziemy pewnie siedzieć razem, bo zapatrywań, za i przeciw nie udało się nam o czasie pogodzić. Decyzja o kupnie biletów zapadła, po bólach, nerwach i niecierpliwości. Ja nie mam czasu na rozważania o miejscach i sektorach. Do lutego mam jeszcze tyle roboty;D.
Zatem, po przydługim wstępie, powiem krótko – oto bilety. Do zobaczenia na koncercie!




















