Ten wpis miał znaleźć się w sideblogu komórczakowym. Niestety, przytrafiła się niewielka awaria mojemu urządzeniu i napisanie czegokolwiek było niemożliwe. A przecież mam do odrobienia opis dnia ostatniego. Zatem krótko.
Niedziela była dniem szeroko pojętej elektroniki, spokojnego przemieszczania się, polegiwania na trawie i rozmów ze spotkanymi znajomymi. Pierwsze wrażenie, może troszkę życzeniowe, że szczyt populacyjny na festiwalu mamy już za sobą, że teraz będzie spokojniej, bez tłoku… i było do czasu. Bo gdy w otoczeniu czasowym pojawiły się gwiazdy pierwszej wielkości Massive Attack i The Chemical Brothers kosakowska łąka stała się morzem głów i rąk.
Podkreślę znakomitą stronę techniczną koncertów — nagłośnienie, scena, podobały mi się nawet nagrania z taśmy puszczane w antraktach. W powietrzu czuć było charakterystyczną woń wyluzowania :))) Ludzie tańczący jak okiem sięgnąć, nawet ci daleko od sceny nie żałowali gardeł, a było co przekrzykiwać.
Idealny dzień na pożegnanie — bez wielkiego żalu z powodu końca, z podziwem dla technologii przedstawienia i nadzieją na przyszły rok, że pojawią się zespoły legendarne lub wytyczające trendy, których tu do tej pory nie było.
Ciało zmęczone, umysł zresetowany, misja zakończona pełnym sukcesem. Tradycyjnie podziękowania ślę współtowarzyszom wyprawy w składzie 3×A+B.
Tytułem podsumowania
Krótki link do tego wpisu:
http://ymk.in/op4






Odzewy ze świata