Dokończmy i dobijmy temat. Cały cykl nie powstałby, gdyby moją jedyną motywacją było dokopanie jakiemuś urzędasowi z Poznania. Po prostu los zrządził, że poznańskie “pomysły” zbiegły się z kilkoma publikacjami w Necie, zmniejszając moje poczucie bezradności wobec zjawiska. W dodatku autorzy dochodzili do ciekawych, często zaskakujących wniosków.
Znalezione na forum — “Nowe oznakowanie autostradowe”
Pierwszym takim przypadkiem stała się dyskusja toczona na forum skyscrapercity.com o niedoskonałościach tablic autostradowych w naszym kraju. Wytykano m. in. chaotyczne kompozycje symboli i napisów wynikające z nierównych wymiarów tablic, nieczytelne i zbyt toporne oznaczenia strzałowe, przeładowanie informacjami lub ich niedostatek. Entuzjaści-graficy proponowali także swoje rozwiązania oparte o doświadczenia niemieckie, francuskie, czy amerykańskie. Niektóre projekty były świeże i niewątpliwie warte obejrzenia, choć z przyczyn ekonomicznych była to raczej fantazja. Polecam tę ciekawą dyskusję, ale uprzedzam, że postów jest sporo.
Po przejściu pierwszej fali nowatorów do głosu doszli formaliści, których ambicją było opracowanie profesjonalnej propozycji dla GDAKI(*). Oczywiście postanowiono, co zrozumiałe, że krój pisma “Drogowskaz” jest absolutnie jedynym uprawnionym do stosowania w takim projekcie. Upłynęło postów mało-wiele i stała się rzecz niezwykła. Okazało się, że stosowanie prawnie obowiązującego polskiego liternictwa ogranicza rozwiązania i mocno determinuje proporcje tablic, co smutno potwierdzili liderzy wątku. Było to o tyle zaskakujące, że dyskusja po kilkuset wpisach wcale nie zwiastowała takiego finału (no może finału pewnego etapu).
Czytelność napisów również nie spodobała się wszystkim. Paradoksalnie prosta, geometryczna osnowa liter nie sprzyja jednoznacznemu i automatycznemu odczytaniu nazwy własnej, szczególnie gdy przejeżdżamy przez jakiś obszar po raz pierwszy. Ma to duże znaczenie dla kierowców nie władających językiem polskim, a tych przecież na drogach międzynarodowych nie brakuje.
Jedziemy przez afrykańskie bezdroża
Proponuję przykład z kapelusza, ale niezbyt tendencyjny. Wyobraźmy sobie, że jedziemy w nocy przez obszar gdzie nazwy są do siebie podobne, a w dodatku występują w nich jakieś zbitki samogłosek (coś jak zachodnioafrykańskie Ouagadougou, choć mniej skomplikowane). Import polskiej myśli znakowania dróg dałby poniższy efekt.

Gdy droga jest całkiem przyzwoita i jedziemy dość szybko drogowskaz może być widziany mniej więcej tak:

Gdzie jest “o”, a gdzie “a”? W końcu pewnie się dowiemy jak podjedziemy bliżej. Gdybyśmy zechcieli sprawdzić jak w poniższej sytuacji zachowa się drogowskaz z Niemiec lub z krojem stosowanym przez Amerykanów?

Casus o/a to z resztą niejedyny problem podobieństwa znaków. Przykładowo, należyte zróżnicowanie “I” i “l” jest zaniedbywane nagminnie także w wypadku innych krojów bezszeryfowych.
[Odpowiednie pliki “czcionkami” znalazłem tutaj.]
O co to bicie piany?
Wydawać się może, że przedstawiane tu problemy są wyolbrzymione. I owszem, w skali globalnej są ledwie pyłkiem. Ale nawet w dobie nawigacji GPS informacją wizualną wciąż zajmują się z wielkim zaangażowaniem projektanci z całego świata. Szukają rozwiązań czytelnych, najbardziej ergonomicznych i najlepszych pod względem estetycznym. Wszystko w celu zwiększenia bezpieczeństwa i komfortu podróży. Zainteresowanych profesjonalnymi analizami i przykładami zapraszam do anglojęzycznego serwisu Ralfa Herrmanna. Jest tam cały dział poświęcony zagadnieniom projektowania oznakowania i stosowanego na drogowskazach liternictwa.
Pozostaje marzyć, że rozpasana i bogata Europa zarządzi i ufunduje kiedyś, na złość lokalnym patriotom, ujednolicenie tablic. Wtedy, równie zaskakująco, poznański SIM nabierze głębi, stając się zapisem zabytkowej sztuki typograficznej końca XX wieku.
——————————-
(*) — GDAKA – żargonowe określenie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad
●





