Zaloguj się Registration
Przejdź do treści

Wampiryczne mikroblogi

Gdyby zbu­dować piękny kolo­rowy wykres ilości wpisów na tym blogu w funkcji czasu otrzy­ma­li­byśmy nie­spo­kojną począt­kowo krzywą, która osta­tecznie zmierza do piekła. Zmniejszająca się czę­sto­tli­wość publi­kacji jest oczy­wi­ście spo­wo­do­wana mno­go­ścią czyn­ników życio­wych i, jeszcze bar­dziej, nie­ży­cio­wych. Przecież w naj­cie­kaw­szym okresie kam­panii wybor­czej nie przy­znam się, że po prostu nie mam weny. Znalazłem jednak kozła ofiar­nego, w dodatku sil­nego, któ­rego z łatwo­ścią będzie wybronić i oczy­ścić z zarzutów. Oświadczam zatem: wszystko przez mikro­blogi. To one wysy­sają słowa i myśli, żywią się nie­zwy­kło­ściami odnaj­dy­wa­nymi w codzienności.

Definicja zja­wiska jest prosta. Mikro, czyli coś małego, w każdym razie mniej­szego, tysięczna część tego, co nor­malne, natu­ralne i jed­nost­kowe oraz blog (właśc. łeee-blog), czyli zestaw mniej lub bar­dziej traf­nych felie­tonów, esejów, arty­kułów. Zatem mikro­blog to, na przy­kład w moim wyko­naniu, wpisy hasłowe, zwięzłe wyra­żenie jakiegoś poglądu, odno­to­wanie zja­wiska, czasem zaopa­trzone w link do źródła. Nadaje się ide­alnie, gdy czas lub siły nie pozwa­lają roz­winąć treści. Niestety takie podej­ście do sprawy pisania w sieci strasznie roz­le­niwia, a w naszym kraju uchodzi za jeszcze większy przejaw mega­lo­manii i cza­so­tr­wo­nienia, niż zwykły blog czy forum „na onecie“. Szukajmy zatem rów­no­wagi między minia­turką a egzem­pla­rzem w skali jeden do jeden.

Załóżmy, że chcę się podzielić bły­sko­tliwą (lub bły­ska­wiczną) obser­wacją, dość emo­cjo­nalną i bardzo subiek­tywną. Najczęściej czasu na taką natych­mia­stową reakcję na blogu brak, a nawet gdyby czas się zna­lazł, to przez okres potrzebny na przy­go­to­wanie dłuż­szej wypo­wiedzi emocje by opadły i całość nabra­łaby cha­rak­teru nie­ak­tu­alnej lub odża­ło­wania godnej bła­hostki, a prze­cież nie chcemy pisać bzdur. Zatem w momen­tach prawdy sko­rzy­stajmy z mikro­bloga. Może to być wypo­wiedź tek­stowa o ogra­ni­czonej ilości znaków, którą urze­czy­wist­nimy za pomocą twit­tera czy blipa. Bardziej wyma­ga­jący mogą sko­rzy­stać z ser­wisów takich jak tumblr czy flaker, gdzie mamy moż­li­wość dodania dłuż­szego tekstu, obrazka, pliku z muzyką lub osa­dzenia wideo. Ot i cała praca.

Zwróćmy uwagę, że takie krótkie wpisy na “poważnym” blogu, wyglą­da­łyby jak przy­długie, malo­wane zbyt małymi lite­rami, hasła na trans­pa­ren­tach. Po prostu zwykłe, nie­chlujne, warte jeszcze mniej uwagi niż zwykle wpi­siki. W dodatku koja­rzące się z jakimś nie­wy­dolnym redak­tor­kiem z “por­talu”, który w pogoni za nabi­ja­niem klik­nięć ukuł szybko tytuł i napisał dosłownie jedno zdanie w tek­ście – ale wszystko jest bardzo dobrze, bo dzięki temu “my byliśmy pierwsi”. Taką tech­nikę sto­sują rów­nież wielcy inter­netu, w tym sam twórca WordPressa Matt Mullenweg, ale on jest uspra­wie­dli­wiony. Gdyby nie korzy­stał z wła­snej plat­formy, to musiałby się sam zwolnić z pracy. Oczywiście ma rów­nież konto na twit­terze, gdzie pre­zen­tuje bar­dziej oso­biste wypowiedzi

Wracając do sedna, przy­kład. Przecież nie napiszę postu, że

Po 10 cel­nych rzu­tach z gry (+5/5 FT) Marcin #Gortat spu­dłował pierwszy raz w swojej 48 minucie gry w całej serii w 5 meczu z Boston Celtics.

Idealnie 140 znaków. Oczywiście jest trochę takie beł­ko­tliwe to, ale zro­zu­miałe dla osób inte­re­su­ją­cych się NBA. Fakt odno­to­wano, cie­ka­wostkę zapi­sano, jakąś tam szyb­ko­ścią w prze­kazie się wyka­zano, zadanie wyko­nane – choć bratem bliź­nia­kiem by zamel­dować nie dys­po­nuję. Nie zrobię z tego postu m.in. dla­tego, że nie jest to tego warte, a także nie mam wiedzy ame­ry­kań­skich redak­torów, żeby opo­wie­dzieć przy tym jakąś histo­ryjkę z prze­szłości i przez ana­logię porównać pol­skiego koszy­karza do jakiejś legendy. Jednak nikt mi nie wypomni, że zapo­mniałem o NBA.

Zatem wypunk­tuję prze­wagi mikrobloga:

  • nie wymaga dużego wysiłku, czasu, zasobów,
  • pozwala wykrzy­czeć ideę, niczym na wiecu, meczu czy spo­tkaniu wyborczym,
  • nie obli­guje autora do tłu­ma­czeń, argu­men­tacji, dowodów — wypi­sując krótką odezwę można sku­tecznie ukryć brak wiedzy, nie­do­in­for­mo­wanie, brak mery­to­rycz­nych pod­staw, nie rezy­gnując z (mikro)katharsis wyrzu­cenia z siebie poglądu, emocji — zatem narzę­dzie demo­kra­tyczne, a może nawet w służbie zdrowia psychicznego,
  • w momencie wysy­łania wypo­wiedź jest zazwy­czaj mocno osa­dzona w aktu­alnej sytu­acji w jakiej się zna­leź­liśmy (nie­stety kon­tekst z czasem ulatnia się bezpowrotnie),
  • w odnie­sieniu do dwóch poprzed­nich pod­punktów: pod­kre­ślenie przy­na­leż­ności do wiel­kiej rodziny spo­łe­czeń­stwa infor­ma­cyj­nego — jestem na czasie, komen­tuję rze­czy­wi­stość, moja maska osoby spo­łecznie aktywnej wypo­le­ro­wana i subtelna,
  • szybka reakcja czy­ta­ją­cych (choćby bierna).

Klasyczny wpis na blogu to inna ranga. Powstanie, gdy zechcemy prze­kazać światu coś poży­tecz­nego lub choćby tylko napisać o wyją­cych pod czaszką demo­nach. Tu będziemy mogli myśli roz­winąć, hipo­tezy roz­ważyć, zabrnąć w jakiś zaułek, co może wywoła jakąś dys­kusję. Porządny wpis zna­cząco zwiększa moż­li­wość przy­cią­gnięcia osób żywo zain­te­re­so­wa­nych tematem i mają­cych swoje, nie­jed­no­krotnie odrębne zdanie, w odróż­nieniu od mikro­bloga, na którym followers/obserwujący są zazwy­czaj naszymi zna­jo­mymi. Z rzadka dys­kusje pro­wo­kują obcych, którzy tra­fili na nas przez śledzenie hasz­tagów czy zapy­tanie w wyszu­ki­warce. Ale i na to przyjdą czasy.

Sądzę, że jeśli za pomocą mikro­bloga świa­domie upu­ścimy czasem trochę emocjonalno-kreatywnej krwi z głównej blo­gowej żyły to efekt może być zupełnie pozy­tywny. Może. A czy będzie? To już inna para kaloszy.


Krótki link do tego wpisu: http://ymk.in/mib
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Google Buzz
  • Add to favorites
Bookmark and Share

Odzewy ze świata

Losowe wpisy

Subskrybcja//syndykacja

Najświeższe wpisy z Ainunau.net prosto do Twojego czyt­nika RSS.
RSS jest głupi? Skorzystaj z alter­natyw:
uaktualnienia na mail@marciooFacebook PageiGoogle