starosc nie mlodosc, jak mowia strozytni wenusjanie zapatrzeni w uczuciowa lawine i szczelnosc anty-termicznych kombinezonow. bardzo chcialem pochwalic sobote, jako dzien wystepu interpolu, jak dzien wielkiej roznorodnosci, jako dzien surwiwalu w wielkim scisku. jednak sily okazaly sie watle, a trzezwosc zbyt duza by wejsc w stan grafomanskiej euforii.
koncert rzeczonego zespolu byl piekny, spokojny, selektywny, profesjonaly.
panowie oczywiscie poczestowali kilkoma gadkami marketingowymi o tym jak nas kochaja, ale tym razem pelny wzruszenia uwierzylem im. calosc trwala 80 min i pelna byla hitow. ale przieciez znajac repertuar zespolu jestesmy w stanie uznac kazdy numer za hit. czekam na odwiedziny nowojorczykow podczas indyywidualnego koncertu.
dodatkowo rozanielil mnie wrecz zestaw bisowy, oba utwory ktorych brakowalo przez caly koncert. gdybym byl nimi tez tak bym zakonczyl: 「nyc」 i 「heinrich manouver」. pospiewalem se, cudo.
reszta dnia to walka ze zmeczeniem, zimnem i zaklinanie deszczu. w rocznice ulewnej soboty zalozylem nawet te sama koszulke i spodnie, nie biorac kaloszy…
wielkie podziekowania skladam scenie alter space — namiot w ktorej zawsze mozna sie ugrzac, przespac, wyciszyc i doladowac.
zalegly post wczoraj
Krótki link do tego wpisu:
http://ymk.in/op3






Odzewy ze świata